Skip to content Skip to sidebar Skip to footer

Szok w polskiej szkole! Stworzyli jej nagie deepfake’i. Prokuratura: “nic się nie stało”

W jednej z podwarszawskich szkół uczniowie stworzyli i rozpowszechnili nagie deepfake’i koleżanki. Sprawa ujawnia bezradność polskiego prawa wobec nowej fali cyfrowej przemocy.

W skrócie:

  • Uczniowie podwarszawskiej szkoły stworzyli nagie zdjęcia koleżanki przy użyciu AI, a prokuratura odmówiła wszczęcia postępowania, nie dopatrując się znamion czynu zabronionego.
  • Prezes UODO Mirosław Wróblewski złożył zawiadomienie do prokuratury, a wobec jej bezczynności zwrócił się o interwencję do ministra sprawiedliwości.
  • Eksperci wskazują, że polskie przepisy nie nadążają za rozwojem technologii deepfake, co tworzy niebezpieczną lukę prawną i pozostawia ofiary bez ochrony.

Technologia potrafi być brutalna. Zwłaszcza gdy trafia w ręce nastolatków przekonanych o własnej bezkarności i wspomaganych przez algorytmy sztucznej inteligencji. W jednej z podwarszawskich szkół doszło do zdarzenia, które jest jak soczewka skupiająca wszystkie nasze lęki związane z AI. Uczniowie, korzystając z ogólnodostępnych narzędzi, stworzyli fałszywe, nagie zdjęcia swojej koleżanki – dziewczynki poniżej 15. roku życia. A potem, jak to w cyfrowym świecie bywa, rozpowszechnili je wśród rówieśników przez Instagram, zachęcając do dalszego udostępniania. Koszmar, który dla ofiary stał się rzeczywistością.

Co się stało, gdy prawo spotkało AI? Kabaret.

Na scenę wkroczyły instytucje państwa. W czerwcu 2025 roku Mirosław Wróblewski, prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych, złożył zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa. To nie była próba na oślep. Wskazał konkretne paragrafy: art. 107 ustawy o ochronie danych osobowych (za nielegalne przetwarzanie danych, w tym wizerunku) oraz art. 202§3 Kodeksu karnego (pornografia z udziałem małoletniego). Wydawało się, że sprawa jest prosta. A jednak policja i prokuratura z godną podziwu zgodnością odmówiły podjęcia jakichkolwiek działań. Powód? Nie dostrzegły czynu zabronionego. I w tym momencie cała historia zamienia się w ponury żart.

Na nic zdały się apele prezesa UODO, interwencje rodziców i dyrekcji szkoły. Mur. W listopadzie 2025 roku Mirosław Wróblewski, zdesperowany, napisał w tej sprawie do samego ministra sprawiedliwości. Do gry włączyła się też Rzeczniczka Praw Dziecka. A sprawa? Cóż, sprawa stoi w miejscu. Czeka.

Dlaczego polski system prawny jest bezbronny?

Odpowiedź jest równie prosta, co przerażająca. Biegli sądowi, na których opierają się organy ścigania, twierdzą, że deepfake, który nie przedstawia wprost czynności seksualnych, nie jest przestępstwem. Nagie zdjęcie? Najwyraźniej mieści się w granicach prawa. To pokazuje, że przepisy, pisane w epoce przed generatywną AI, kompletnie nie przystają do rzeczywistości. To nie jest kwestia interpretacji, to jest gigantyczna dziura w systemie, przez którą wpadają kolejne ofiary.

Mieliśmy już precedens. W Bydgoszczy dwóch uczniów szkoły średniej dokleiło twarz koleżanki do filmu pornograficznego. W tamtym przypadku sąd wymierzył im karę… nagany. Trudno oprzeć się wrażeniu, że wymiar sprawiedliwości traktuje cyfrową przemoc jako coś mniej realnego, mniej dotkliwego. Błąd. Blizny po takim doświadczeniu zostają na całe życie.

Czy to tylko polski problem? Globalny paraliż.

Niestety, nie jesteśmy samotną wyspą. Problem jest globalny. W lipcu 2024 roku miałem okazję uczestniczyć w panelu dyskusyjnym podczas Summer School For Female Leadership in The Digital Age, organizowanej przez Huawei w Warszawie. Młode kobiety z całej Europy opowiadały niemal identyczne historie. Wszędzie scenariusz jest podobny: technologia wyprzedza prawo o lata świetlne, a systemy prawne poszczególnych krajów reagują z opóźnieniem, o ile w ogóle reagują.

Pojawiają się fundamentalne pytania, na które nikt nie ma dziś dobrej odpowiedzi. Kto ponosi odpowiedzialność? Twórca fałszywego materiału? Oczywiste. Ale co z osobą, która go udostępnia? A platforma, na której jest publikowany – Instagram, TikTok, X? Jej właściciel? A może twórca aplikacji, która posłużyła do stworzenia deepfake’a? Na te pytania powinny jasno odpowiadać krajowe przepisy, a nie robią tego.

Czekając na Godota, czyli reakcja ministerstwa

We wrześniu 2025 roku prezes UODO zwrócił się do Ministra Cyfryzacji Krzysztofa Gawkowskiego z formalnym apelem o pilne wprowadzenie zmian w prawie. Chodziło o przepisy, które bezpośrednio odnosiłyby się do tworzenia i rozpowszechniania fałszywych, szkodliwych materiałów w sieci. Reakcja? Cisza. Być może resort przyjął taktykę znaną z prac nad nowelizacją ustawy o Krajowym Systemie Cyberbezpieczeństwa – że trzeba na spokojnie, pomyśleć, przeanalizować. Po co się spieszyć, skoro kadencja kończy się dopiero za dwa lata. W obliczu bezsilności ofiar i ich rodzin, złośliwość wydaje się jedyną formą obrony. Bo nadziei na szybką zmianę, póki co, nie widać.