Skip to content Skip to sidebar Skip to footer

ChatGPT zmienił świat. Teraz Sam Altman ostrzega: “Ktoś straci fortunę”

Dwa lata temu OpenAI pokazało ChatGPT, zmieniając technologię, giełdę i rynek pracy. Dziś nawet jego twórcy ostrzegają przed bańką i niepewną przyszłością.

W skrócie:

  • Od premiery ChatGPT akcje Nvidii wzrosły o 979%, a siedmiu gigantów technologicznych odpowiada za niemal połowę wzrostu indeksu S&P 500 od tamtego czasu.
  • Eksperci, jak autorka książki “Empire of AI” Karen Hao, twierdzą, że OpenAI stało się potężniejsze od państw narodowych, redefiniując globalną geopolitykę.
  • Prezes OpenAI Sam Altman oraz przewodniczący rady nadzorczej Bret Taylor otwarcie mówią o bańce spekulacyjnej, porównując obecną sytuację do kryzysu dot-com.

30 listopada 2022 roku. OpenAI wrzuca do sieci informację o nowym produkcie, opisując go niewinnie jako “model o nazwie ChatGPT, który wchodzi w interakcje w konwersacyjny sposób”. Nikt – być może nawet w samym OpenAI – nie spodziewał się, co nastąpi później. W ciągu dwóch lat ten pozornie prosty chatbot stał się epicentrum technologicznego trzęsienia ziemi, które przeprojektowało biznes, giełdę i, co chyba najciekawsze, nasze postrzeganie przyszłości.

ChatGPT wciąż okupuje pierwsze miejsce na liście darmowych aplikacji Apple, ale jego największym dziedzictwem jest rola katalizatora. To on otworzył wrota dla powodzi produktów generatywnej AI, zmuszając każdego technologicznego giganta do nerwowego przetasowania priorytetów. Nagle wszyscy musieli mieć swoją odpowiedź na chatbota, który pisał wiersze, kod i biznesplany.

Jak niewinna premiera zmieniła reguły gry?

Skala wpływu OpenAI jest tak duża, że wymyka się prostym porównaniom. Karen Hao, autorka książki “Empire of AI”, w niedawnym wywiadzie dla TechCrunch stwierdziła, że firma “stała się już potężniejsza niż niemal jakiekolwiek państwo narodowe na świecie”. Według niej OpenAI “na nowo okablowuje naszą geopolitykę i całe nasze życie”. To mocne słowa, ale trudno z nimi dyskutować, patrząc na gorączkę, jaka ogarnęła Dolinę Krzemową i światowe rynki finansowe.

Jednak ta rewolucja ma też mroczniejszą stronę. Charlie Warzel w magazynie “The Atlantic” napisał, że żyjemy obecnie w “świecie, który zbudował ChatGPT”. Świecie zdefiniowanym przez specyficzny rodzaj niepewności, w którym “nieustannie czekamy, aż wydarzy się coś złego”. Młodsze pokolenia, wchodzące na rynek pracy, słyszą, że przewidywalna ścieżka kariery może już nie istnieć. Starszym mówi się, że ich ciężko wypracowane umiejętności wkrótce mogą okazać się bezużyteczne.

To napięcie jest niemal namacalne. Z jednej strony mamy entuzjastów AI, inwestorów i prezesów korporacji, którzy zacierają ręce na myśl o przyszłych zyskach. Z drugiej – całą resztę, która z niepokojem obserwuje, jak fundamenty ich zawodowego życia zaczynają drżeć. Co ciekawe, jak zauważa Warzel, obie grupy na coś czekają. Inwestorzy – czy ich zakłady się opłacą. A wszyscy – jaka będzie ostateczna forma tej technologii, która, jak twierdzą jej wyznawcy, “nigdy nie jest w swojej finalnej wersji”.

Kto zarabia, a kto czeka, aż bańka pęknie?

Podczas gdy my debatujemy o przyszłości, giełda już dawno wydała swój werdykt. A przynajmniej ten tymczasowy. Bloomberg przeanalizował, jak ChatGPT odmienił rynek akcji, a liczby są, delikatnie mówiąc, oszałamiające. Największym wygranym jest bezapelacyjnie Nvidia, której akcje od premiery chatbota poszybowały w górę o 979%. To nie literówka.

Gorączka AI podniosła też wartość innych gigantów. Siedem najcenniejszych spółek z indeksu S&P 500 – Nvidia, Microsoft, Apple, Alphabet, Amazon, Meta i Broadcom – jest dziś nierozerwalnie związanych z technologią. Ich wspólny wzrost odpowiada za niemal połowę całego 64-procentowego wzrostu tego indeksu od debiutu ChatGPT. W efekcie rynek stał się niezwykle scentralizowany. Ta “wspaniała siódemka” stanowi obecnie 35% wartości całego indeksu, w porównaniu do około 20% trzy lata temu. To sytuacja, która jednym daje poczucie bezpieczeństwa, a innym zapala w głowie czerwoną lampkę.

Czy jesteśmy świadkami powtórki z historii?

Pytanie, jak długo potrwa ta hossa, staje się coraz bardziej palące. O ile prezes Nvidii, Jensen Huang, pozostaje niewzruszonym optymistą, o tyle inni liderzy branży zaczynają publicznie przyznawać, że możemy znajdować się w bańce. Albo, jak kto woli, w “manii”.

Paradoksalnie, jednym z największych sceptyków jest człowiek, który to wszystko zaczął. “Ktoś straci na AI fenomenalną ilość pieniędzy” – powiedział prezes OpenAI, Sam Altman, w sierpniu podczas kolacji z dziennikarzami. W podobnym tonie wypowiedział się Bret Taylor, przewodniczący rady nadzorczej OpenAI i prezes firmy Sierra. Zgodził się, że “jesteśmy w bańce”, którą porównał do boomu dot-comów z końca lat 90. Jego prognoza jest jednak dwojaka. Z jednej strony, przewiduje, że poszczególne firmy upadną. Z drugiej, jest przekonany, że “AI przekształci gospodarkę i, podobnie jak internet, stworzy w przyszłości ogromną wartość ekonomiczną”.

Czy jego optymizm był uzasadniony? Być może za kolejne trzy lata – albo i mniej – poznamy odpowiedź. Na razie pozostaje nam obserwować i, jak pisał Warzel, czekać. Czekać na kolejny ruch, który zdefiniuje świat na nowo.