Republikanie opublikowali deepfake z liderem Demokratów, Chuckiem Schumerem. Ma on udowodnić, że polityk cieszy się z paraliżu rządu. To eskalacja cyfrowej walki.
W skrócie:
- Wideo, udostępnione przez Republikanów, przedstawia wygenerowanego przez AI Chucka Schumera, który rzekomo świętuje trwający od 16 dni paraliż rządu.
- Użyty w nagraniu cytat – “każdy dzień jest dla nas lepszy” – jest autentyczny, ale został wyrwany z kontekstu artykułu w Punchbowl News.
- Platforma X, pomimo swoich zasad zakazujących manipulacji, nie usunęła filmu, a Republikanie bronią tej taktyki, mówiąc: “Adaptuj się i wygrywaj albo zgiń”.
W polityce obraz jest wszystkim. Czasem jednak obraz kłamie, a technologia sprawia, że kłamstwo staje się niepokojąco wiarygodne. Republikanie w Senacie USA postanowili to sprawdzić. W piątek na swoim oficjalnym koncie na platformie X udostępnili wideo, które na pierwszy rzut oka wygląda jak kolejny materiał z frontu walki o budżet. Widać na nim Chucka Schumera, lidera mniejszości w Senacie, który z uśmiechem powtarza zdanie: “każdy dzień jest dla nas lepszy”. Przekaz jest prosty: Demokraci czerpią korzyści z trwającego od ponad dwóch tygodni paraliżu rządu (government shutdown). Problem w tym, że to nie jest prawdziwy Schumer. To jego cyfrowy sobowtór, deepfake stworzony, by uderzyć w politycznego rywala.
Jak deepfake stał się bronią w politycznej grze?
Mechanizm jest tyleż prosty, co cyniczny. Twórcy wideo wzięli autentyczny cytat Schumera z artykułu opublikowanego w serwisie Punchbowl News i włożyli go w usta jego cyfrowej kopii. W oryginalnym tekście lider Demokratów omawiał strategię negocjacyjną dotyczącą budżetu. Mówił o tym, że jego partia nie da się “zastraszyć” i nie ulegnie presji Republikanów w kluczowych kwestiach, takich jak cięcia w wydatkach na opiekę zdrowotną. Kontekst był więc zupełnie inny – dotyczył taktyki politycznej, a nie rzekomej radości z chaosu. Wyrwane z niego zdanie, powtarzane w pętli przez sztucznie wygenerowaną postać, zmienia swoje znaczenie o 180 stopni.
Cała sytuacja rozgrywa się na tle poważnego kryzysu politycznego. Paraliż rządu to efekt braku porozumienia między partiami w sprawie ustawy budżetowej. Demokraci walczą o utrzymanie ulg podatkowych, które obniżają koszty ubezpieczeń zdrowotnych dla milionów Amerykanów, oraz o zablokowanie cięć w programie Medicaid. Manipulacja wideo ma więc na celu zdyskredytowanie ich postawy i przedstawienie jej jako partyjnej gry, a nie walki o konkretne rozwiązania społeczne. To nie jest już satyra czy mem. To świadome użycie technologii AI do dezinformacji.
Czy X (dawny Twitter) przymyka oko na dezinformację?
Reakcja platformy, na której opublikowano film, budzi co najmniej zdziwienie. Regulamin X (dawniej Twitter) wprost zabrania “zwodniczego udostępniania syntetycznych lub zmanipulowanych mediów, które mogą wyrządzić szkodę”. Za takie treści uznaje się materiały, które mogą “wprowadzać ludzi w błąd” lub “powodować znaczące zamieszanie w sprawach publicznych”. W teorii platforma może usunąć takie wideo, oznaczyć je ostrzeżeniem lub ograniczyć jego widoczność. W praktyce? Nic z tych rzeczy. Wideo wciąż jest dostępne, bez żadnych dodatkowych etykiet ostrzegawczych, pomijając niewielki znak wodny informujący o użyciu AI.
To nie pierwszy raz, gdy X pozwala na takie praktyki. Pod koniec 2024 roku, w gorącym okresie przedwyborczym, sam właściciel platformy, Elon Musk, udostępnił zmanipulowane nagranie z ówczesną wiceprezydent Kamalą Harris. Wywołało to burzliwą debatę na temat odpowiedzialności mediów społecznościowych za dezinformację w polityce. Brak konsekwentnej reakcji ze strony X na deepfake z Schumerem pokazuje, że problem wciąż jest nierozwiązany, a polityczne wykorzystanie AI staje się coraz bardziej bezkarne.
“Adaptuj się i wygrywaj albo zgiń”. Dlaczego Republikanie sięgają po AI?
Gdy pojawiły się zarzuty o brak etyki i uczciwości, Republikanie odpowiedzieli w sposób, który nie pozostawia złudzeń. Joanna Rodriguez, dyrektor ds. komunikacji w Krajowym Komitecie Senatorialnym Republikanów (NRSC), skomentowała sprawę krótko: “AI jest tutaj i nigdzie się nie wybiera. Adaptuj się i wygrywaj albo zgiń, narzekając”. To manifest nowej ery w politycznym marketingu – ery, w której prawda staje się elastyczna, a technologia dostarcza narzędzi do jej naginania. Warto dodać, że zaledwie kilka tygodni wcześniej były prezydent Donald Trump publikował na swojej platformie Truth Social podobne deepfake’i, których celem byli Schumer oraz lider mniejszości w Izbie Reprezentantów, Hakeem Jeffries.
Pomimo tego, że aż 28 stanów USA wprowadziło przepisy ograniczające użycie deepfake’ów w kontekście wyborów, większość z nich nie zakazuje ich całkowicie, jeśli są jasno oznaczone. Stany takie jak Kalifornia, Minnesota i Teksas poszły o krok dalej, zakazując materiałów mających na celu wpłynięcie na wynik wyborów lub zaszkodzenie kandydatom. Federalne prawo wciąż jednak milczy. Politycy najwyraźniej uznali, że skoro technologia istnieje i nie jest jednoznacznie zakazana, to grzechem byłoby z niej nie skorzystać. Pytanie, dokąd zaprowadzi nas ta droga, pozostaje otwarte. I jest to pytanie, które powinniśmy sobie zadawać wszyscy, nie tylko w Stanach Zjednoczonych.