CEO Oury, Tom Hale, dementuje plotki o współpracy z Pentagonem. Firma nie sprzedaje i nie udostępnia danych wojsku. Jaka jest prawda o umowie z Palantirem?
W skrócie:
- CEO Tom Hale zaprzecza udostępnianiu danych Pentagonowi i Palantir. Określa te doniesienia jako „dezinformację”, która wywołała niepotrzebną falę oburzenia w internecie.
- Współpraca z Palantir to kontrakt SaaS, a nie partnerstwo w zakresie danych. Chodzi o certyfikację IL5 dla Departamentu Obrony, a systemy nie są ze sobą połączone.
- Oura planuje rozwój w kierunku medycyny prewencyjnej. Hale zapowiada przyszłość opartą na „chmurze wearables” – wielu urządzeniach monitorujących różne parametry zdrowia.
Plotka rozeszła się z prędkością wirusowego posta – Oura, producent inteligentnych pierścieni, sprzedaje dane użytkowników amerykańskiej armii. A do tego współpracuje z Palantirem, firmą analityczną, która budzi skojarzenia z cyfrową inwigilacją. Taka mieszanka musiała wybuchnąć. I wybuchła. Influencerzy grzmieli, użytkownicy grozili bojkotem, a prezes firmy, Tom Hale, musiał w końcu wyjść z korporacyjnego cienia i… nagrać TikToka. Podczas konferencji Fortune Brainstorm Tech poszedł o krok dalej. Stanowczo zaprzeczył, że firma dzieli się danymi z rządem, nazywając całą aferę „dezinformacją”.
Jak dezinformacja o Pentagonie wstrząsnęła rynkiem?
Sprawa nabrała tempa, gdy w sieci zaczęły krążyć informacje o rzekomym partnerstwie Oury z Departamentem Obrony (DoD) i Palantirem. Kontekst był wybuchowy: pierścienie Oura zbierają niezwykle wrażliwe dane – od tętna i temperatury ciała, przez cykl menstruacyjny, po jakość snu. Wizja, w której te informacje trafiają do agencji rządowych, słusznie zmroziła krew w żyłach wielu klientów. Hale przyznał, że skala reakcji go zaskoczyła, a firma musiała szybko reagować. Jego pierwszy w historii film na TikToku miał prosty przekaz: „Nie sprzedajemy waszych danych stronom trzecim bez waszej wyraźnej zgody”. Na konferencji powtórzył to z jeszcze większą mocą. “Dla jasności, nigdy nie udostępnimy waszych danych nikomu, chyba że nas do tego upoważnicie. Nigdy nikomu nie sprzedamy waszych danych” – zapewniał Tom Hale. Dodał, że jest wdzięczny, że oburzenie w sieci w końcu zaczęło słabnąć, a raporty o masowym udostępnianiu danych były „po prostu nieprawdziwe”.
Co tak naprawdę łączy Ourę z Palantirem?
Kluczem do zrozumienia zamieszania jest natura relacji z Palantirem. Hale uciął spekulacje, twierdząc, że nazywanie tego „partnerstwem” to „trochę za mocne słowa”. O co więc chodzi? W zeszłym roku Oura przejęła firmę, która miała z Palantirem umowę typu SaaS (Software-as-a-Service). Kontrakt dotyczył czegoś, co nazywa się Impact Level 5 (IL5) – to standard certyfikacji Departamentu Obrony dla obsługi wrażliwych, ale niejawnych danych. Hale tłumaczy, że program DoD wymaga od firmy prowadzenia rozwiązania korporacyjnego w oddzielnym, całkowicie bezpiecznym środowisku. Podkreślił, że rząd nie ma dostępu do danych zdrowotnych zwykłych użytkowników Oura. “To komponent ich rozwiązania. Ten kontrakt wciąż obowiązuje, a ta relacja została rozdęta do rangi ‘masywnego partnerstwa’ z Palantirem. Mamy małą relację handlową. Systemy nie są połączone. Nie ma mowy, żeby Palantir miał dostęp do waszych danych” – stwierdził kategorycznie. W regulaminie Oury znajduje się zapis, że firma będzie sprzeciwiać się wszelkim próbom wykorzystania danych do celów inwigilacyjnych lub prokuratorskich. To ważna deklaracja w czasach, gdy prywatność staje się towarem luksusowym.
Jaka jest przyszłość według Oury? Jeden pierścień, by wszystkimi rządzić?
Tom Hale zdaje sobie sprawę, że rynek wearables dynamicznie się zmienia. Szczególnie w Azji i Indiach rośnie popularność mniejszych, tańszych urządzeń noszonych na nadgarstku. Pomimo tego segment inteligentnych pierścieni podwoił swoją wielkość, a Oura notuje wzrosty przekraczające 100%. Firma widzi swoją przyszłość jako narzędzie medycyny prewencyjnej – urządzenie, które ostrzega użytkowników o problemach zdrowotnych, zanim te staną się poważną chorobą. Ma w tym pomóc sztuczna inteligencja i dedykowany doradca zdrowotny. Hale nie wyklucza współpracy z rządem, ale na zupełnie innych zasadach – jako przykład podał partnerstwo z Medicare Advantage, w ramach którego pierścienie trafiają do uprawnionych pacjentów. Co ciekawe, CEO Oury nie wierzy w jedno uniwersalne urządzenie. “Byłoby super, gdyby istniał jeden pierścień, by wszystkimi rządzić, ale wiemy, że w praktyce to nieprawda” – powiedział, puszczając oko do fanów Tolkiena. Jego zdaniem przyszłość to „chmura wearables”, czyli ekosystem różnych urządzeń monitorujących konkretne parametry – ciśnienie krwi, metabolizm czy aktywność. Wybór urządzenia będzie zależał od celu klinicznego, jaki chcemy osiągnąć. Wygląda na to, że na naszych ciałach zagości więcej niż jeden gadżet.