Tim Cook po 15 latach ustępuje ze stanowiska CEO Apple. Zastąpi go John Ternus, który dziedziczy firmę wartą 4 biliony dolarów i równie wielkie problemy.
W skrócie:
- John Ternus, nowy CEO, przejmuje firmę w trakcie wojen antymonopolowych z rządem USA i regulatorem w Indiach, gdzie Apple grozi kara 38 mld dolarów.
- Najpilniejszym wyzwaniem jest strategia AI – Apple wciąż polega na technologii Google i OpenAI, a kluczowi menedżerowie odchodzą z firmy.
- Ternus będzie musiał kontynuować skomplikowaną grę dyplomatyczną w Chinach, od których Apple jest produkcyjnie i rynkowo uzależnione.
Piętnaście lat. Tyle czasu Tim Cook stał za sterami Apple, stając się postacią rozpoznawalną, niewyobrażalnie wpływową i, co tu kryć, obrzydliwie bogatą. Jego majątek szacuje się na 3 miliardy dolarów, które zgromadził głównie dzięki premiom za wyniki. Trudno się dziwić – za jego kadencji wartość rynkowa Apple wzrosła ponad jedenastokrotnie, dobijając do niemal 4 bilionów dolarów. Ale ta praca to nie tylko blichtr i góra pieniędzy. To także potężny bagaż, który w całości spada teraz na barki jego następcy, Johna Ternusa.
Cook musiał lawirować między dwiema administracjami Trumpa i jedną Bidena, z których każda miała inne podejście do Big Techu, Chin i regulacji. Stawił czoła FBI w głośnej sprawie szyfrowania, spędził lata w sądach, broniąc App Store przed oskarżeniami o monopol, i szedł na kompromisy z Pekinem, które ściągnęły na niego gniew obrońców praw człowieka. A na koniec patrzył, jak najbardziej ambitny sprzętowy projekt firmy – gogle Vision Pro – okazał się rynkową klapą. O sztucznej inteligencji nawet nie wspominając, bo ten rozdział dopiero się pisze. John Ternus dziedziczy to wszystko. W pakiecie.
Jakie miny czekają na nowego CEO Apple?
Pamiętacie batalię z FBI z 2016 roku? Po strzelaninie w San Bernardino agenci zażądali od Apple pomocy w odblokowaniu iPhone’a zamachowca. Cook odmówił. Argumentował, że złamanie szyfrowania stworzyłoby niebezpieczny precedens i naraziło prywatne dane milionów ludzi. Ostatecznie FBI znalazło inny sposób, ale ta walka ugruntowała wizerunek Apple jako firmy dbającej o prywatność. Ternus dziedziczy tę tożsamość i wszystkie zobowiązania, które się z nią wiążą.
Wojny antymonopolowe o App Store też nie były spacerkiem. Epic Games pozwało Apple za wymóg korzystania z wewnętrznego systemu płatności i pobieranie 30% prowizji. Sąd w 2021 roku w dużej mierze przyznał rację Apple, nie nazywając go monopolistą, ale nakazał zezwolenie deweloperom na linkowanie do zewnętrznych płatności. Apple zastosowało się do wyroku w najwęższy możliwy sposób, pobierając 27% prowizji od tych transakcji (cóż za ulga!). Sprawa wciąż się toczy i może trafić do Sądu Najwyższego.
Na dokładkę w marcu 2024 roku Departament Sprawiedliwości USA pozwał Apple, oskarżając firmę o dominację na rynku smartfonów przez ograniczanie konkurencyjnych smartwatchy, portfeli cyfrowych czy komunikatorów. Jakby tego było mało, w tym tygodniu Apple ujawniło, że w Indiach grozi mu potencjalna kara w wysokości 38 miliardów dolarów. Tamtejsi regulatorzy uznali firmę za winną nadużywania dominującej pozycji na rynku aplikacji. Ternus wchodzi do gry w samym środku tego chaosu.
Między smokiem a orłem, czyli chiński dylemat
Chiny od lat były dla Apple źródłem sukcesu i rosnącego dyskomfortu. Cook oparł cały łańcuch dostaw firmy na chińskich fabrykach, co głęboko uzależniło ją od kraju, którego rząd stawał się coraz bardziej asertywny i nieprzewidywalny. Poszedł też na niewygodne ustępstwa, aby działać na tamtejszym rynku – usunął aplikacje VPN z chińskiego App Store i zgodził się przechowywać dane chińskich użytkowników iClouda na serwerach kontrolowanych przez państwo.
Cook okazał się zręcznym dyplomatą podczas pierwszej kadencji Trumpa. Umiejętnie chronił Apple przed cłami i ryzykiem wojny handlowej, częściowo dzięki osobistej relacji z samym prezydentem, który na wieść o emeryturze Cooka nazwał go “niesamowitym gościem!”. Apple już zasygnalizowało, że Cook, jako prezes wykonawczy (executive chairman), będzie nadal pomagał Ternusowi w poruszaniu się po geopolitycznym bagnie. To ciche przyznanie, że te relacje są piekielnie trudne, a instytucjonalna wiedza Cooka pozostaje bezcenna.
A co ze sztuczną inteligencją?
To być może najpilniejsze i najbardziej nierozwiązane wyzwanie, z jakim zmierzy się Ternus. Szef działu AI w Apple, John Giannandrea, formalnie opuszcza firmę w tym miesiącu po licznych opóźnieniach we wdrażaniu bardziej zaawansowanej, wspieranej przez AI asystentki Siri. Zamiast polegać wyłącznie na własnych modelach, Apple zwróciło się o pomoc do Google (Gemini) i OpenAI (ChatGPT), aby zasilić niektóre funkcje Apple Intelligence.
Analityk Bob O’Donnell powiedział agencji Reuters, że największym wyzwaniem Ternusa będzie prawdopodobnie “stworzenie lepszej historii i oferty AI, która w większym stopniu opiera się na własnych możliwościach Apple, a w mniejszym na stronach trzecich”. Pomimo tego niektórzy twierdzą, że firma z perspektywy czasu wyjdzie na mądrzejszą, przeczekując kosztowny wyścig zbrojeń, który toczy się obecnie między gigantami AI.
Tym, co łączy większość tych problemów, jest największa umiejętność Cooka: zdolność do zarządzania skomplikowanymi relacjami z rządami i partnerami przy jednoczesnym utrzymaniu płynności biznesu. Czy Ternus ma ten sam talent? A może dalsza obecność Cooka ma tuszować ewentualne braki? To jedno z najciekawszych pytań tej zmiany warty. A w tle majaczy jeszcze straszniejsza wizja: co, jeśli świat, który uczynił Apple najcenniejszą firmą na świecie, właśnie dobiega końca, a agenci AI odbiorą App Store jego rację bytu?