Skip to content Skip to sidebar Skip to footer

Jedno pytanie do AI = godzina pracy mikrofalówki? Nowy raport nie pozostawia złudzeń

Jedno zapytanie do AI wydaje się niewinne. W skali miliardów staje się problemem. Giganci milczą o śladzie węglowym, a centra danych zużywają coraz więcej prądu.

W skrócie:

  • Trudno oszacować realny wpływ AI na środowisko. Dane wahają się od 0,03 do 68 gramów ekwiwalentu CO₂ na jedno zapytanie, a firmy technologiczne są mało transparentne.
  • Koszt energetyczny rośnie wraz ze złożonością zadania. Prosta odpowiedź to ułamek wata, ale tryby „głębokiego badania” potrafią zużyć ponad 33 Wh na jedno polecenie.
  • Infrastruktura AI gwałtownie rośnie. Centra danych w USA w 2024 roku zużyły 4,4% energii kraju, a do 2028 roku prognozy mówią nawet o 12 procentach.

Chatbot odpowiada z gracją, niemal bez wysiłku. Gdzieś daleko, za kulisami tej cyfrowej magii, pracują jednak potężne, energożerne układy scalone. Chłodzi je woda, a zasila sieć elektryczna, która – nie oszukujmy się – wciąż zbyt często opiera się na paliwach kopalnych. Jedno pytanie do sztucznej inteligencji wielkiej krzywdy planecie nie czyni. Ale kto z nas poprzestaje na jednym? Skala idzie dziś w miliardy interakcji dziennie, a rachunek za prąd to nie tylko pieniądze, lecz także konkretny ślad w środowisku.

Problem polega nie tyle na samym zużyciu energii, ile na fakcie, że branża AI bardzo skutecznie ukrywa realny koszt swojej działalności. Giganci technologiczni zasłaniają się ogólnikami o neutralności klimatycznej, podczas gdy negowanie wpływu cywilizacji na środowisko staje się paliwem dla populistów. Rodzi się pytanie: na jakiej planecie mają żyć nasze dzieci za kilkadziesiąt lat?

Ile tak naprawdę kosztuje jedno pytanie do AI?

Obecnie nikt nie jest w stanie uczciwie powiedzieć, ile dokładnie kosztuje “środowiskowo” jedno zapytanie do popularnego chatbota. Dostępne szacunki to prawdziwa sinusoida – wahają się od 0,03 do 68 gramów ekwiwalentu CO₂ na interakcję. Taki rozrzut w praktyce nic nikomu nie mówi i sprawia, że machamy na to ręką. Bo co to właściwie oznacza?

Wielkie firmy też nie ułatwiają zadania. OpenAI przyznało, że przeciętne zapytanie do ChatGPT zużywa około 0,34 Wh energii. Google opublikowało własną metodologię, która wskazuje na medianę 0,24 Wh dla tekstowego promptu w Gemini i emisję rzędu 0,03 g CO₂. A reszta rynku? Milczy albo serwuje marketingowe frazesy o zasilaniu z odnawialnych źródeł, które trudno zweryfikować. I weź tu, człowieku, bądź mądry.

Token, który zjada prąd, czyli jak AI “myśli”

Spróbujmy to jednak uprościć. Każda odpowiedź modelu AI składa się z tokenów, czyli małych fragmentów tekstu, które system przetwarza, by wygenerować treść. Prosta odpowiedź to kilkaset tokenów, ale rozbudowana analiza może ich mieć tysiące. Zależność jest prosta: im dłuższa i bardziej złożona odpowiedź, tym więcej cykli obliczeniowych, więcej pracy układów i więcej ciepła, które trzeba odprowadzić z serwerowni.

Co więcej, odpowiedź widoczna dla użytkownika to tylko wierzchołek góry lodowej. Nowoczesne modele, zwłaszcza te oferujące tryby “głębokiego badania” (deep research), generują tysiące ukrytych, pośrednich tokenów, zanim przedstawią finalny rezultat. Tego typu operacje potrafią zużyć ponad 33 Wh na jedno, bardziej skomplikowane zadanie – to wielokrotnie więcej niż standardowe zapytanie. Czasem, korzystając z AI, zachowujemy się tak, jakbyśmy otwierali puszkę groszku za pomocą hydraulicznego przecinaka.

Czy centra danych wyssą całą energię z sieci?

Porównania do sprzętów domowych działają na wyobraźnię. Proste pytanie o pogodę to koszt energetyczny zbliżony do sekundy pracy mikrofalówki. Streszczenie artykułu odpowiada kilku sekundom oglądania telewizji. Wygenerowanie fragmentu kodu z debugowaniem? To już równowartość doładowania smartfona o 10 – 15%. Raport w trybie deep research zużywa tyle energii co pełne naładowanie dwóch telefonów lub kilkadziesiąt minut streamingu na Netfliksie.

Jeszcze wyżej w tej hierarchii stoją agenci AI działający bez przerwy oraz generowanie wideo. Miesięczny monitoring danych przez bota może emitować tyle zanieczyszczeń co krótkie, codzienne dojazdy samochodem. Z kolei wygenerowanie kilku sekund filmu przez model Sora lub podobny to już wydatek energetyczny porównywalny z ponad godziną pracy mikrofalówki – a to urządzenie naprawdę lubi “pożerać” prąd.

Co gorsza, branża buduje dziś infrastrukturę pod jeszcze bardziej wymagające zadania. Centra danych w Stanach Zjednoczonych zużyły w 2024 roku 4,4 proc. całej energii elektrycznej kraju, a prognozy wskazują, że do 2028 roku ten odsetek może wzrosnąć nawet do 12 proc. Badanie z Harvardu zwraca uwagę, że takie obiekty często czerpią energię z tych części sieci, które są najbardziej obciążone paliwami kopalnymi. Od sztucznej inteligencji nie uciekniemy. Ona z nami zostanie i będzie zużywać coraz więcej zasobów. Warto mieć tego świadomość, zadając kolejne pytanie.