Skip to content Skip to sidebar Skip to footer

ChatGPT liczony jak prąd i woda. Szefowi OpenAI odjechał peron

Szef OpenAI ma nową wizję: w przyszłości za AI zapłacimy jak za prąd i wodę, według zużycia. Sam Altman chce, by inteligencja stała się usługą publiczną na licznik.

W skrócie:

  • Podczas BlackRock U.S. Infrastructure Summit szef OpenAI, Sam Altman, zapowiedział przyszłość, w której sztuczna inteligencja będzie rozliczana jak usługa publiczna – prąd czy woda.
  • Zamiast stałej subskrypcji, użytkownicy mieliby płacić za realne zużycie mocy obliczeniowej, podobnie jak firmy korzystające dziś z API i rozliczane za tokeny.
  • Wizja Altmana jest jednak paradoksalna. Usługi publiczne podlegają ścisłym regulacjom państwowym, co kłóci się z modelem biznesowym giganta technologicznego.

Lista domowych rachunków może wkrótce powiększyć się o nową, intrygującą pozycję. Obok opłat za prąd, gaz i internet, być może już niedługo znajdzie się rachunek za… sztuczną inteligencję. Taką, dość odważną, wizję roztoczył przed inwestorami Sam Altman, dyrektor generalny OpenAI, podczas swojego wystąpienia na szczycie infrastrukturalnym BlackRock. To nie jest kolejna subskrypcja. To model, który znamy z codziennych opłat za media – płacisz dokładnie za tyle, ile zużyjesz.

Rachunek za AI obok rachunku za gaz?

Pomysł brzmi radykalnie, ale Altman przedstawił go z pełnym przekonaniem. Mówił o przyszłości, w której dostęp do mocy obliczeniowej modeli językowych stanie się tak powszechny i fundamentalny jak dostęp do elektryczności. Zamiast płacić stały abonament, niezależnie od tego, czy korzystamy z ChataGPT przez pięć minut, czy pięć godzin dziennie, każdy z nas miałby indywidualny licznik. “Widzimy przyszłość, w której inteligencja jest usługą publiczną, jak prąd albo woda, a ludzie kupują ją od nas na podstawie licznika” – powiedział Altman.

Dla firm korzystających z API OpenAI ten model nie jest niczym nowym. Już dziś rozliczają się za zużyte “tokeny”, czyli jednostki tekstu, które model przetwarza. Wizja Altmana zakłada jednak, że podobny mechanizm obejmie wkrótce zwykłych użytkowników. CEO OpenAI wielokrotnie wspominał o nadchodzącej “obfitości inteligencji”, która ma stać się jednym z kluczowych zasobów współczesnej gospodarki. W tym kontekście, płatność za realne zużycie wydaje się logicznym krokiem. Przynajmniej na pierwszy rzut oka.

Dlaczego hasło “zbyt tania, by ją mierzyć” to strzał w stopę?

Aby dodać swojej wizji rozmachu, Sam Altman sięgnął po historyczne hasło: “too cheap to meter”, czyli “zbyt tania, by ją mierzyć”. Ten slogan, ukuty w latach 50. XX wieku, towarzyszył obietnicom ery atomowej. Energia jądrowa miała być tak tania i powszechna, że instalowanie liczników i naliczanie opłat straciłoby sens. Jak wiemy z historii, ta utopia nigdy się nie zmaterializowała. Wręcz przeciwnie – energia pozostała droga, a jej produkcja podlega ścisłym regulacjom.

Użycie tego zwrotu przez Altmana jest więc co najmniej niefortunne, a dla niektórych – to retoryczny strzał w stopę. Sztuczna inteligencja, wbrew tej wizji, jest dziś astronomicznie droga w utrzymaniu. Każde zapytanie do modelu takiego jak GPT‑4 wymaga ogromnej mocy obliczeniowej, a co za tym idzie – gigantycznego zużycia energii. Dolina Krzemowa wciąż nie znalazła sposobu na drastyczne obniżenie tych kosztów. Porównywanie AI do darmowej energii jest więc myśleniem życzeniowym, które ignoruje fundamentalne ograniczenia technologiczne i ekonomiczne.

Czy OpenAI chce zostać przedsiębiorstwem wodociągowym?

Największy paradoks wizji Altmana tkwi jednak gdzie indziej. Jeśli pójdziemy za jego tokiem myślenia i przyjmiemy, że AI faktycznie stanie się usługą publiczną na miarę elektryczności, musimy zadać sobie pytanie – co to właściwie oznacza? Historia pokazuje, że gdy jakaś technologia staje się niezbędna do funkcjonowania społeczeństwa, przestaje być prywatnym produktem jednej firmy. Staje się usługą publiczną, a to wiąże się z państwowym nadzorem, ścisłymi regulacjami i kontrolowanymi cenami.

Przedsiębiorstwa energetyczne czy wodociągowe nie mogą dyktować dowolnych cen. Ich marże są ograniczone, a działalność nadzorowana przez urzędy. Czy taką przyszłość widzi dla siebie OpenAI, firma wyceniana na setki miliardów dolarów i dążąca do rynkowej dominacji? To wysoce wątpliwe. Bardziej prawdopodobne jest, że porównanie do prądu i wody to sprytna zagrywka marketingowa. Ma ona na celu oswojenie nas z myślą, że AI jest nieuniknioną i fundamentalną częścią naszej przyszłości – taką, za którą po prostu trzeba będzie płacić. Jak za wodę w kranie.