Skip to content Skip to sidebar Skip to footer

Ceny pamięci RAM wystrzeliły o 500%. To dopiero początek dramatu

Jeden z największych producentów pamięci, SK Hynix, ujawnił prognozę. Wysokie ceny RAM i SSD zostaną z nami aż do 2028 roku. Winna jest rewolucja AI.

W skrócie:

  • SK Hynix, kluczowy gracz na rynku, zakłada, że ograniczona podaż pamięci DRAM potrwa co najmniej do 2028 roku, co utrzyma wysokie ceny komponentów.
  • Problem dotyczy wszystkich kluczowych standardów: od DDR5 w komputerach, przez GDDR7 w kartach graficznych, aż po LPDDR6 w najnowszych smartfonach.
  • Główną przyczyną jest boom na AI – producenci wolą tworzyć drogie moduły HBM dla centrów danych, spychając rynek konsumencki na drugi plan.

Jeśli w ostatnich tygodniach próbowaliście złożyć nowy komputer, z pewnością zauważyliście, że coś jest bardzo nie tak. Ceny pamięci operacyjnej, które jeszcze niedawno wydawały się stabilne i przystępne, poszybowały w kosmos. Zestaw 32 GB DDR5, za który płaciliśmy mniej niż 400 złotych, dziś może kosztować nawet 2000 zł. Podobny los spotkał dyski SSD. To nie jest chwilowa anomalia. To nowa, bolesna rzeczywistość, która – jak się właśnie dowiedzieliśmy – zostanie z nami na znacznie dłużej.

Jak to możliwe, że ceny poszybowały aż tak wysoko?

Informacje pochodzą prosto od źródła. SK Hynix, jeden z trzech globalnych potentatów w produkcji pamięci DRAM i NAND (obok Microna i Samsunga), zorganizował wewnętrzne spotkanie dla swoich pracowników. Jak to często bywa, treść prognoz wyciekła i trafiła do mediów, a wnioski są, delikatnie mówiąc, niepokojące. Firma zakłada, że ograniczona podaż pamięci potrwa co najmniej do 2028 roku. Tak, dobrze czytacie. Przez najbliższe trzy lata nie ma co liczyć na powrót do normalności.

Problem nie jest wybiórczy. Dotyka całego spektrum elektroniki użytkowej. Mówimy o modułach DDR4 i DDR5 (komputery stacjonarne, laptopy), GDDR6 i GDDR7 (karty graficzne, konsole do gier) oraz LPDDR5 i LPDDR6 (smartfony, ultrabooki). Innymi słowy, każdy nowy sprzęt, od telefonu po potężną stację roboczą, będzie odczuwał skutki tego kryzysu. Popyt rośnie, podaż nie nadąża, a magazynowe zapasy topnieją w oczach. Co gorsza, producenci wcale nie spieszą się z rozbudową fabryk.

Sztuczna inteligencja zjada świat, a ty płacisz rachunek

Dlaczego nikt nie chce produkować więcej? Odpowiedź jest prosta i składa się z dwóch liter: AI. Rewolucja sztucznej inteligencji wywołała nienasycony głód na specyficzny rodzaj pamięci – HBM (High Bandwidth Memory). Te zaawansowane układy są niezbędne do działania potężnych akceleratorów AI, takich jak te od NVIDII, które stanowią kręgosłup dzisiejszych centrów danych. Są one znacznie bardziej skomplikowane w produkcji, ale co ważniejsze – można na nich zarobić krocie.

SK Hynix sam przyznał, że skupi się na najbardziej zaawansowanych i rentownych produktach, takich jak HBM czy moduły SOCAMM. To brutalnie szczery komunikat dla rynku: zwykły konsument przestał być priorytetem. Producenci wolą sprzedać swoje ograniczone moce przerobowe firmom budującym farmy serwerów AI, które płacą każdą cenę, byle tylko dostać komponenty. Rynek konsumencki musi poczekać w kolejce. I to długiej, bo trwającej przynajmniej do 2028 roku.

Taka strategia ma sens z biznesowego punktu widzenia. Problem w tym, że sztuczna inteligencja zaczyna kanibalizować rynek, od którego sama jest zależna. Jeśli komputery, laptopy i smartfony staną się dobrami luksusowymi, kto będzie korzystał z tych wszystkich wspaniałych modeli AI? Wizja powszechnej, dostępnej dla każdego sztucznej inteligencji zaczyna się w tym miejscu sypać.

Czy to bańka spekulacyjna, która w końcu pęknie?

Pojawiają się głosy, że obecna gorączka złota może nie potrwać wiecznie. Pat Gelsinger, były dyrektor generalny Intela, ostrzega, że AI napędza ogromną bańkę spekulacyjną, która prędzej czy później musi pęknąć. Jego zdaniem, gdy rynek w końcu się nasyci, a początkowy entuzjazm opadnie, zostaniemy z masą wyspecjalizowanego sprzętu, na który nagle zabraknie zapotrzebowania.

To scenariusz, który w branży technologicznej powtarzał się już wielokrotnie. Pomimo tego, na razie nic nie wskazuje na zmianę kursu. Producenci maksymalizują zyski, a centra danych wchłaniają każdą dostępną kość pamięci. Dla nas, zwykłych użytkowników, oznacza to jedno: albo zacisnąć zęby i zapłacić, albo odłożyć modernizację sprzętu na bliżej nieokreśloną przyszłość. Jedno jest pewne – tanio już było.