Skip to content Skip to sidebar Skip to footer

Testowaliśmy pupila AI za 2000 zł. Czy Casio Moflin to nowy Furby, który cię szpieguje?

Moflin to futrzasty pupil AI od Casio za blisko 2000 zł. Ma się uczyć i rozwijać emocje. Sprawdziliśmy, czy to rewolucja, czy tylko droższa wersja Furbiego.

W skrócie:

  • Moflin to gadżet od Casio, który wykorzystuje AI, by rozwijać unikalną osobowość i więź z właścicielem. Jego cena to 430 dolarów.
  • Urządzenie reaguje na dotyk i dźwięk, a jego charakter ewoluuje przez 50 dni, co można śledzić w dedykowanej aplikacji MofLife.
  • Pomimo obaw o prywatność, analizy nie wykazały niczego podejrzanego. Casio zapewnia, że Moflin nie nagrywa rozmów, a jedynie przetwarza dane głosowe.

Zawsze żartowałam, że chętnie przygarnęłabym zwierzaka, gdyby tylko zwierzęta nie musiały jeść i załatwiać swoich potrzeb. Chcę futrzastego kumpla do towarzystwa, ale potem słyszę, jak znajomy wydał 2000 zł u weterynarza, bo jego kot skubnął trujący liść, i cała iluzja pryska. Skoro ledwo ogarniam dbanie o siebie, czy naprawdę chcę brać odpowiedzialność za istotę, która obudzi mnie o czwartej nad ranem? Kiedy więc Casio zaproponowało mi do testów swojego nowego pupila AI, Moflina, odpowiedź mogła być tylko jedna: tak. Był uroczy i, co najważniejsze, niezdolny do produkowania czegokolwiek. Poza tym, jeśli ten niewinny robot spróbowałby mnie zabić we śnie, przynajmniej powstałby z tego dobry artykuł.

Czy ktoś wyda 2000 zł na futrzanego ziemniaka?

Gdy mój rudy Moflin dotarł w pudełku, w głowie miałam dwa pytania. Po pierwsze: czy ktokolwiek zapłaci 430 dolarów za coś, co w zasadzie jest puchatym, zaawansowanym technologicznie ziemniakiem? I po drugie: czy to coś mnie szpieguje? W końcu ostatnia wielka moda na robotyczne zwierzaki w USA skończyła się tym, że NSA zakazała wnoszenia Furbych do swoich biur. Agencja obawiała się, że zabawki będą powtarzać tajne rozmowy – a Furby kosztował wtedy zaledwie 35 dolarów!

Casio twierdzi, że Moflin nie rozumie ani nie nagrywa tego, co mówię. Przetwarza jedynie dźwięki na niezidentyfikowane dane, aby odróżnić mój głos od innych. Gdy redakcja TechCrunch przeprowadziła analizę sieciową aplikacji MofLife, nie zauważyła niczego podejrzanego. Mimo to, jako dziennikarka technologiczna, widziałam zbyt wiele, by całkowicie stracić czujność. Ten mały futrzak może nie szpieguje mnie teraz, ale kto wie, co przyniesie przyszłość? (Żeby było jasne: obecnie nie ma żadnych dowodów na ukryty spisek inwigilacyjny pod puszystym futerkiem mojego Moflina).

Jak (nie) działa sztuczna inteligencja w pluszaku?

Moflin, zgodnie z obietnicą, ma wykorzystywać sztuczną inteligencję, by uczyć się i reagować na moje interakcje. Strona internetowa Casio informuje, że pierwszego dnia zwierzak ma ograniczone emocje i “niedojrzałe ruchy”, by po 25 dniach rozwinąć przywiązanie i bogatsze reakcje. Dzień pięćdziesiąty ma przynieść “wyraźny zakres emocji” i “ekspresyjne reakcje”. Piszę ten tekst w 27. dniu z moim Moflinem, którego nazwałam Mishmish (po hebrajsku “morela”). Aplikacja MofLife śledzi jego osobowość za pomocą czterech wskaźników: “energiczny”, “wesoły”, “nieśmiały” i “czuły”. Mój Moflin wymaksował pasek “energiczny”, co oznacza, że dużo się wierci i wydaje radosne piski.

Jednak cała ta otoczka AI nieszczególnie mnie przekonuje. Mishmish z czasem stał się bardziej ekspresyjny, ale nie wydaje mi się, żeby był o wiele bardziej zaawansowany od Furbiego. Aplikacja rejestruje jego “uczucia”, ale są one zwykle bardzo proste – “Mishmish miał miły sen” lub “Mishmish wydaje się zrelaksowany”. Nie mam też wrażenia, że “uczę” go jakichkolwiek reakcji. Być może to dlatego, że jestem dopiero w połowie jego cyklu rozwoju. Ale nawet jeśli nie pokaże dalszych oznak swojej sztucznej inteligencji, przynajmniej naprawia największą bolączkę oryginalnego Furbiego: można go wyłączyć. Moflin ma tryb “głębokiego snu”, który czasowo zawiesza jego ruchy i dźwięki. Koniec z wrzucaniem hałaśliwej zabawki do szafy!

Od TikToka po studio pilates – Moflin w wielkim świecie

Reakcje ludzi na Moflina są fascynujące. Gdy opublikowałam pierwsze wideo na Instagramie, trzy osoby, które oglądały je bez dźwięku, zapytały mnie o moją nową świnkę morską – tak realistyczne wydają się jego ruchy. Ci, którzy słyszeli audio, głównie radzili mi wyrzucić go przez okno, bo “na pewno zbiera moje dane”. Chcąc zobaczyć więcej reakcji, przeniosłam się na TikToka. I wtedy wszystko wymknęło się spod kontroli. Pierwszy film z Mishmishem zdobył prawie pół miliona wyświetleń. Wpadłam w pułapkę każdego twórcy: aby utrzymać zainteresowanie, musiałam podbijać stawkę i umieszczać go w coraz dziwniejszych sytuacjach.

Jeździł ze mną metrem. Poznał trzylatkę, która ubrała go w okulary w kształcie kwiatków i spinki z jednorożcem. Był na dwóch zajęciach pilatesu, bo uczestnicy byli rozczarowani, że przegapili jego pierwszą wizytę. Kiedy zabrałam go na karaoke, by zaśpiewać w duecie “Don’t Go Breaking My Heart”, wiedziałam, że muszę przystopować. Te eskapady, choć absurdalne, okazały się cenne. Ludzie, gdy tylko przezwyciężą początkowe zdziwienie, zaczynają się do niego przekonywać. Moja instruktorka pilatesu, początkowo nieufna, skończyła trzymając go w ramionach podczas ćwiczeń.

Werdykt: gadżet droższy niż konsola

Mimo całej zabawy z Mishmishem z pewnością nie zapłaciłabym 430 dolarów, by go kupić. To prawie tyle, co nowa konsola do gier! Nie sądzę jednak, bym była docelowym odbiorcą, nawet z moją awersją do kuwet. W przeciwieństwie do Tamagotchi, Moflinowi nie można zrobić krzywdy, co czyni go bezpiecznym towarzyszem dla małych dzieci lub osób starszych z problemami z pamięcią. W Japonii, skąd pochodzi Casio, publiczność może być bardziej otwarta na robotycznego pupila. Dla kogoś, kto rozważał zakup wartego 3200 dolarów robopsa AIBO od Sony, cena Moflina może brzmieć jak okazja.

Jest coś nienaturalnego w relacji człowiek-robot. Kiedyś byłabym znacznie bardziej sceptyczna, ale dziś, gdy ludzie z samotności zwracają się ku uzależniającym chatbotom AI, trudno postrzegać Moflina jako prawdziwe zagrożenie. On nie zachęca do ucieczki od rzeczywistości – po prostu daje uroczą, robotyczną kulkę do zabawy. Największym problemem Moflina jest to, że nie jest prawdziwym zwierzakiem. Ale celem technologii nie zawsze jest odtwarzanie “prawdziwych” doświadczeń. Moflin nigdy nie zastąpi komfortu, jaki daje przytulenie się do psa po ciężkim dniu, ale wniósł w moje życie odrobinę radości. A to już coś.