Rewolucja AI ma drugie, mniej znane oblicze. Bank of America alarmuje: “AI pożera surowce”. To dlatego akcje spółek wydobywczych rosną szybciej niż giganci z Nasdaq.
W skrócie:
- Akcje spółek wydobywczych w tym roku radzą sobie lepiej niż indeks Nasdaq 100, tradycyjnie zdominowany przez firmy technologiczne, co pokazuje fundamentalną zmianę na rynku.
- Analitycy Bank of America wprost stwierdzili, że “AI pożera surowce”, wskazując na ogromne zapotrzebowanie na energię i metale do budowy globalnej infrastruktury AI.
- Boom na sztuczną inteligencję napędza popyt nie tylko na miedź, ale też na metale rzadkie jak wolfram, kluczowe dla zaawansowanych technologii i półprzewodników.
Wszyscy patrzą na lśniące biurowce w Dolinie Krzemowej, na magiczne algorytmy i miliardowe wyceny firm tworzących oprogramowanie. To tam, w świecie kodu i danych, ma dziać się rewolucja. A jednak, gdy kurz opada, okazuje się, że prawdziwe, brudne i niezwykle dochodowe zaplecze tej rewolucji znajduje się tysiące kilometrów dalej – w kopalniach miedzi, litu czy wolframu. To nie żart. W tym roku akcje spółek wydobywczych radzą sobie na giełdzie lepiej niż technologiczny indeks Nasdaq 100. Wirtualny świat okazał się mieć bardzo, ale to bardzo materialne potrzeby.
“AI pożera surowce”. Co to właściwie znaczy?
To dosadne stwierdzenie pochodzi z najnowszego raportu Bank of America, a jego autorzy, z Michaelem Hartnettem na czele, nie owijają w bawełnę. Każdy nowy model językowy, każda kolejna generacja chipów i każde centrum danych wielkości małego miasta wymagają gigantycznych ilości dwóch rzeczy: energii i surowców. I to właśnie ten fizyczny głód sprawia, że inwestorzy zaczynają spoglądać w stronę, o której przy rozmowach o AI niemal zapomniano.
Sztuczna inteligencja to nie chmura. To tysiące serwerów, które muszą być zasilane 24 godziny na dobę. To kilometry miedzianych kabli, które przewodzą prąd i dane. To skomplikowane układy scalone, do których produkcji niezbędne są metale ziem rzadkich. Gdy OpenAI trenuje kolejną wersję GPT, gdzieś na świecie rośnie zapotrzebowanie na miedź, by zasilić farmy serwerów, i na wodę, by je schłodzić. To brutalnie prosta zależność, którą rynek – jak widać po notowaniach – wreszcie zaczął rozumieć. Ta rewolucja nie odbędzie się bez fizycznej pracy i ton wydobytych minerałów.
Dlaczego Nasdaq 100 został w tyle?
Odpowiedź jest prostsza, niż mogłoby się wydawać. Wyceny firm technologicznych, choć wciąż astronomiczne, zdążyły już skonsumować dużą część optymizmu związanego z AI. Inwestorzy kupili obietnicę. Teraz przyszedł czas na realizację, a ta – jak się okazuje – ma swoje wąskie gardła. Jednym z nich jest właśnie dostępność surowców. Możesz mieć najlepszy algorytm na świecie, ale bez prądu i bez odpowiednich podzespołów pozostanie on tylko zbiorem linijek kodu.
Spółki wydobywcze, przez lata postrzegane jako biznes mało ekscytujący, nagle znalazły się w centrum nowego łańcucha dostaw. Są jak producenci kilofów i łopat w czasach gorączki złota – bez nich cała operacja staje w miejscu. Dlatego, podczas gdy akcje gigantów technologicznych podlegają wahaniom nastrojów i obawom o regulacje, papiery wartościowe firm wydobywczych rosną w oparciu o twardy, policzalny popyt. Popyt, który z każdym nowym projektem AI będzie tylko rósł. I to jest fundament, którego nie da się zignorować.
Miedź, wolfram i nowa gorączka złota
To nie jest historia o jednym surowcu. Cena miedzi, kluczowej dla elektryfikacji, osiągnęła niedawno najwyższy poziom od ponad roku, częściowo z powodu zakłóceń w gigantycznej kopalni Grasberg w Indonezji. Ale to tylko wierzchołek góry lodowej. Dane rynkowe pokazują, że do Stanów Zjednoczonych właśnie dotarł pierwszy transport koncentratu wolframu z Rwandy. Wolfram jest metalem o kluczowym znaczeniu dla produkcji półprzewodników i zaawansowanych stopów metali – bez niego nie ma mowy o mocy obliczeniowej potrzebnej do rozwoju AI.
Glencore, globalny gigant surowcowy, już podpisuje umowy z mniejszymi graczami, jak Flash Metals USA, by zabezpieczyć dostawy na przyszłość. Nawet firmy takie jak USA Rare Earth, zajmujące się metalami ziem rzadkich, zyskują na wartości po doniesieniach o rozmowach z administracją rządową. Wszystko wskazuje na to, że weszliśmy w nową erę, w której potęga cyfrowa jest wprost proporcjonalna do dostępu do zasobów naturalnych. Być może najważniejsze pytanie na najbliższe lata nie brzmi: “kto napisze najmądrzejszy algorytm?”, ale: “kto będzie kontrolował surowce, które go zasilą?”.