Skip to content Skip to sidebar Skip to footer

AI zamiast analityka? Gigantyczny przełom w cyberbezpieczeństwie budzi kontrowersje. “Nie wiemy, czego nie wiemy”

Agentowa AI wkracza do centrów cyberbezpieczeństwa. Automatyzuje zadania, ale budzi obawy o koszty, zaufanie i nadzór. Czy to rewolucja, czy chwilowy trend?

W skrócie:

  • Agentowa AI przejmuje zadania analityków pierwszego szczebla: analizuje logi, wzbogaca alerty i izoluje zagrożenia, uwalniając ludzi do bardziej strategicznych działań.
  • Firmy takie jak Microsoft (Security Copilot), CrowdStrike i Google (Gemini) już wdrażają agentów jako rozszerzenia istniejących platform SIEM i SOAR.
  • Główne bariery to brak zaufania do “czarnych skrzynek” AI, złożoność integracji oraz niejasne modele cenowe, które utrudniają ocenę zwrotu z inwestycji.

Sztuczna inteligencja w formie autonomicznych agentów przestała być laboratoryjną ciekawostką. Wkracza – a w zasadzie już wkroczyła – do centrów operacji bezpieczeństwa (SOC), gdzie toczy się nieustanna walka z cyberzagrożeniami. W przeciwieństwie do prostych skryptów automatyzujących, agenci AI mają działać inteligentnie: reagować na sygnały, korelować dane z różnych źródeł, a nawet podejmować pierwsze kroki w celu powstrzymania ataku. Dla jednych to zbawienie w zalewie alertów. Dla innych – ryzykowne oddanie kontroli maszynie, której proces decyzyjny pozostaje zagadką.

Cyfrowy analityk na pierwszej linii frontu. Co potrafi agent AI?

Agentowa AI znalazła swoją niszę w zadaniach, które do tej pory spędzały sen z powiek analitykom pierwszego poziomu. Zamiast tylko flagować podejrzane zachowania, systemy te biorą sprawy w swoje ręce. Zajmują się wstępną analizą alertów, korelacją sygnałów z wielu narzędzi, a czasem nawet izolują zainfekowany komputer, by dać człowiekowi czas na strategiczne myślenie. Jonathan Garini, CEO w fifthelement.ai, nazywa to uwolnieniem analityków od “powtarzalnej harówki”, co pozwala im skupić się na polowaniu na zaawansowane zagrożenia. To nie jest teoria. Vinod Goje, ekspert w dziedzinie AI, wskazuje na praktyczne zastosowania: agenci badają złośliwe oprogramowanie, deszyfrują skrypty i koordynują pracę różnych narzędzi, tworząc na koniec szczegółowe raporty.

Jednak technologia ma swoje ograniczenia. Itay Glick z OPSWAT ostrzega, że bez czystych danych i jasnych procedur agenci mogą gonić za fałszywymi tropami lub wymyślać własne, nieprzewidywalne kroki. Problemami pozostają też fałszywe alarmy i nadmierne dopasowanie do danych treningowych. Niejasne sygnały lub wielowarstwowy kontekst wciąż potrafią zbić z tropu nawet najlepiej wytrenowane modele. Dlatego na razie większość organizacji traktuje agentów jako wsparcie, a nie zastępstwo dla ludzkich ekspertów.

Dodać czy zbudować od nowa? Dylemat integracji

Pierwsza decyzja, przed jaką stają firmy, brzmi: zintegrować agenta z istniejącymi systemami czy wdrożyć go jako niezależną platformę? Model “dodatku” do narzędzi typu SIEM czy SOAR pozwala na szybkie wdrożenie bez rewolucji w firmie. Z kolei samodzielne frameworki dają większą elastyczność, ale wymagają znacznie więcej pracy nad integracją i zarządzaniem. Amit Weigman z Checkpoint zauważa, że rynek skłania się ku pierwszemu rozwiązaniu. “Microsoft Security Copilot pomaga analitykom w automatycznej selekcji alertów. CrowdStrike robi coś podobnego, a Google ma agentów opartych na Gemini, którzy potrafią badać incydenty od początku do końca. Na razie jesteśmy na etapie wtyczek i rozszerzeń” – mówi. Dzieje się tak nie bez powodu. Wymiana całej platformy SOC to gigantyczne przedsięwzięcie, które może trwać miesiącami, a w tym czasie firma wciąż musi odpierać realne ataki.

Wybór sprowadza się więc do kompromisu między szybkością a elastycznością. Wtyczki sprawdzają się, gdy większość danych przepływa przez istniejące systemy. Jeśli jednak informacje są rozproszone po różnych środowiskach – chmurze, systemach OT czy aplikacjach SaaS – dedykowana warstwa agentów może pomóc wyeliminować tzw. *swivel-chairing*, czyli konieczność ręcznego przełączania się między wieloma narzędziami.

“Nie wiemy, czego nie wiemy”. Problem zaufania i czarnej skrzynki

Obietnica agentowej AI to autonomia. Paradoksalnie, to właśnie ona jest największą barierą. Wizja, w której algorytm samodzielnie podejmuje kluczowe decyzje w środowisku produkcyjnym, budzi uzasadniony niepokój. “Agent zaprojektowany do reagowania na zagrożenie może nieumyślnie stworzyć nowe ryzyko, jeśli zostanie źle użyty” – twierdzi Goje. Weigman z Checkpointa trafia w sedno, mówiąc o braku transparentności: “AI wciąż wydaje się czarną skrzynką. Błędy ludzkich analityków nie są lepsze, ale menedżerowie znają skalę pomyłek i potrafią ją wycenić. Z AI jest bardziej jak: ‘nie wiemy, czego nie wiemy’, co naturalnie budzi nerwowość”.

Jak więc budować zaufanie? Eksperci są zgodni: przez nadzór i odpowiedzialność. Kluczowe jest stworzenie pełnej ścieżki audytu dla każdej akcji agenta – od zapytań, przez użyte narzędzia, po wyniki i zatwierdzenia. Kyle Kurdziolek z BigID dodaje, że wszystko, co podlega regulacjom, musi być udokumentowane, zweryfikowane i możliwe do skontrolowania. Nie wystarczy wiedzieć, *co* agent zrobił. Trzeba też umieć odtworzyć, *dlaczego* podjął określoną decyzję. Dlatego większość wdrożeń opiera się na modelu *human in the loop*, gdzie AI rekomenduje lub analizuje, ale ostateczne, ryzykowne decyzje podejmuje człowiek.

Ile to kosztuje i czy się opłaca? Ekonomia autonomii

Ostatecznie jednak wszystko sprowadza się do pieniędzy. Liderzy bezpieczeństwa chcą wiedzieć, ile czasu i zasobów zaoszczędzą. Odpowiedź nie jest prosta. “Ceny pozostają punktem spornym” – przyznaje Garini. Dostawcy eksperymentują z modelami opartymi na zużyciu, ale organizacje widzą największą wartość, gdy mogą powiązać wydatek z zaoszczędzonymi godzinami pracy analityków. Modele cenowe są różne: subskrypcje, opłaty za stanowisko, za alert lub plany hybrydowe.

Itay Glick ostrzega przed ukrytymi kosztami, takimi jak opłaty za API, przechowywanie danych czy utrzymanie procedur (*playbooków*). Zwrot z inwestycji powinien być widoczny w twardych metrykach: szybszym wykrywaniu zagrożeń, większej liczbie zamkniętych spraw na analityka i mniejszej liczbie fałszywych alarmów. Prashant Jagwani z Mphasis dodaje, że proste metryki cenowe często mijają się z celem, bo największe koszty kryją się w retrenowaniu modeli na specyficznych dla firmy danych. Jak podsumowuje Kurdziolek, kluczowe pytanie jest jedno: czy agenci oszczędzają wystarczająco dużo czasu, aby zespoły bezpieczeństwa mogły realnie zwiększyć swoje zdolności do ochrony całej organizacji? Odpowiedź na nie zdecyduje o przyszłości tej technologii.