Skip to content Skip to sidebar Skip to footer

Turcja uruchomiła cyfrowego psa gończego. Zachodnie muzea drżą ze strachu, bo AI namierza skradzione skarby

Turcja uruchomiła TraceART, system AI do tropienia skradzionych dzieł sztuki. Technologia skanuje internet i zmusza zachodnie muzea do zwrotu zrabowanych skarbów.

W skrócie:

  • TraceART to system AI, który skanuje sieć w poszukiwaniu skradzionych tureckich artefaktów. Tylko w 2025 roku pomógł odzyskać aż 180 cennych obiektów.
  • Dzięki analizie chemicznej próbek gleby i ołowiu udało się udowodnić pochodzenie posągu Marka Aureliusza i zmusić muzeum w Cleveland do jego zwrotu po dekadach.
  • Turcja domaga się od paryskiego Luwru zwrotu oryginalnych płytek z İzniku, które w XIX wieku zostały podmienione na fałszywki przez francuskiego „konserwatora”.

Bezgłowy cesarz po dekadach wrócił do domu, ale to zaledwie wierzchołek góry lodowej. Turcja wytoczyła najcięższe działa przeciwko czarnemu rynkowi antyków, a w jej arsenale pojawiła się właśnie rewolucyjna broń. Skończyły się czasy, gdy dyrektorzy największych zachodnich muzeów mogli bezkarnie przymykać oko na podejrzane pochodzenie eksponatów. Teraz patrzą im na ręce nie tylko ludzie, ale i algorytmy.

Jak działa TraceART, czyli cyfrowy bat na przemytników?

Tureckie ministerstwo kultury nie zamierza dłużej polegać wyłącznie na żmudnych, wieloletnich śledztwach. Do gry weszła technologia, a konkretnie uruchomiony w ubiegłym roku system TraceART. To potężne narzędzie napędzane sztuczną inteligencją, które nieprzerwanie przeczesuje platformy sprzedażowe, portale aukcyjne i media społecznościowe. Działa bez wytchnienia, 24 godziny na dobę.

Algorytm błyskawicznie analizuje obrazy i wychwytuje obiekty tureckiego pochodzenia, które mogły paść łupem przemytników. Każde takie trafienie ląduje następnie na biurku ekspertów. Skuteczność tego rozwiązania robi wrażenie. Jak donosi serwis France24, tylko w 2025 roku Turcji udało się odzyskać 180 artefaktów. A TraceART nie zwalnia tempa – zaledwie w tym miesiącu doprowadził do sprowadzenia z Wielkiej Brytanii dwóch cennych, szesnastowiecznych płytek z rzymskokatolickiego İzniku.

Zeynep Boz, dyrektorka tureckiego departamentu ds. zwalczania nielegalnego handlu dobrami kultury, przyznała w rozmowie z AFP, że moment, w którym komputer przetworzył dane i znalazł idealne dopasowanie, był dla jej zespołu niezwykle ekscytujący. To technologiczny przełom, który diametralnie zmienia układ sił w walce z historycznymi grabieżcami.

Gdy nauka spotyka upór: historia powrotu Marka Aureliusza

Co prawda sam TraceART jest nowością, ale determinacja Ankary trwa od dawna. Najlepszym dowodem jest sprawa naturalnej wielkości statui z brązu, przedstawiającej rzymskiego cesarza Marka Aureliusza. Ten bezcenny zabytek z drugiego lub trzeciego wieku został wywieziony w latach 60. ubiegłego stulecia z okolic starożytnego miasta Bubon. Przez lata dumnie prezentował się w Cleveland Museum of Art w amerykańskim stanie Ohio.

Władze muzeum robiły wszystko, co w ich mocy, aby opóźnić zwrot rzeźby. Zasłaniały się brakiem wystarczających dowodów na jej pochodzenie. Tureccy śledczy połączyli jednak siły z Departamentem Bezpieczeństwa Krajowego USA oraz biurem prokuratora okręgowego na Manhattanie. Szalę zwycięstwa na stronę Turcji przechyliła twarda nauka. Profesor Ernst Pernicka, ekspert w dziedzinie archeometrii, przeprowadził rygorystyczne testy chemiczne. Próbki gleby i ołowiu nie pozostawiły złudzeń – definitywnie potwierdziły, że cesarz pochodzi z imperialnej świątyni w Bubon. W obliczu takich danych Amerykanie musieli skapitulować. Rzeźba w lipcu ubiegłego roku bezpiecznie wylądowała na tureckiej ziemi.

Moralny szeryf rzuca wyzwanie Luwrowi

Turcja nie tylko aktywnie odzyskuje swoje dobra, ale przyjęła też rolę sprawiedliwego gracza na arenie międzynarodowej. Kraj regularnie zwraca skradzione artefakty ich prawowitym właścicielom. W ostatnim czasie oddał do Chin obiekty zagrabione z tamtejszych świątyń, a Egipt odzyskał klucz do świątyni Kaaba, który w niejasnych okolicznościach trafił na tureckie terytorium. Taka postawa daje Ankarze potężny mandat moralny do wywierania nacisku na europejskie instytucje, które wciąż kurczowo trzymają się zrabowanych zbiorów.

Na celowniku są teraz potęgi takie jak Berlin, z którego Turcja chce odzyskać starożytny marmurowy tors, oraz paryski Luwr. Francuski przypadek brzmi jak scenariusz filmu kryminalnego. W połowie XIX wieku pewien Francuz, podający się za konserwatora, wywiózł z terenu dzisiejszej Turcji oryginalne płytki z İzniku, a na ich miejsce potajemnie wstawił fałszywki. Oszustwo wyszło na jaw dopiero w 2003 roku, kiedy jedna z podróbek odpadła od ściany i odsłoniła na odwrocie znak francuskiego producenta.

Dziś w ogrodzie Hagii Sophii wisi tabliczka informująca turystów, że oglądają jedynie repliki. Prawdziwe skarby znajdują się w oddziale Luwru w Lens. Strona francuska uparcie twierdzi, że nabyła je w 1895 roku całkowicie legalnie. Zeynep Boz ucina te tłumaczenia krótko: “założenie, że cokolwiek wywiezione w XVIII i XIX wieku zostało zdobyte zgodnie z prawem, jest po prostu błędne”. Biorąc pod uwagę technologiczne zaplecze, z jakim Turcja właśnie wchodzi do gry, zachodnie muzea mogą wkrótce zderzyć się ze ścianą dowodów, których nie da się już zamieść pod dywan.