Rewolucja AI ma swoją cenę, którą płacimy wszyscy. Gigantyczny popyt na moc obliczeniową winduje ceny podzespołów komputerowych do absurdalnych poziomów.
W skrócie:
- Wyścig zbrojeń w AI pochłania ogromne ilości sprzętu, od układów obliczeniowych po pamięci i dyski, co tworzy poważne niedobory na rynku konsumenckim.
- Ceny pamięci RAM DDR5 wzrosły kilkukrotnie – zestaw, który kosztował 400 zł, dziś jest wyceniany na około 1500 zł, a drożeją też dyski i karty graficzne.
- Producenci opóźniają premiery nowego sprzętu, ponieważ wolą przeczekać kryzys i uniknąć słabego odbioru produktów sprzedawanych w zawyżonych cenach.
Narzędzia oparte na sztucznej inteligencji jeszcze niedawno były zabawkami dla garstki entuzjastów. Dziś, dzięki chatbotom takim jak ChatGPT, Grok czy Gemini, trafiły do mainstreamu. I nie ma w tym nic dziwnego. Ułatwiają pracę, pomagają w codziennych obowiązkach — pomijając fakt, że większość tej mocy obliczeniowej służy do generowania śmiesznych kotków i przerabiania zdjęć. Można to już bez wahania nazwać rewolucją. Problem w tym, że ta rewolucja przyszła do nas niepytana. Zachłysnęliśmy się jej potencjałem, często kompletnie ignorując skutki uboczne. Skutki, które właśnie zaczynają boleśnie uderzać nas po kieszeni.
Dlaczego wszystko pożera AI?
Gwałtowny rozwój narzędzi AI wymaga gigantycznej, stale rozbudowywanej infrastruktury. Mamy do czynienia z globalnym wyścigiem zbrojeń, który pochłania niewyobrażalne ilości sprzętu – najmocniejszych procesorów, najszybszych pamięci i największych dysków. To trend, którego skali nie przewidzieli nawet sami producenci. A co gorsza: nie zwalnia. Wręcz przeciwnie, z każdym kwartałem przyspiesza, bo technologiczni giganci składają zamówienia na kolejne setki tysięcy serwerów.
Jaki jest tego efekt? Fabryki nie nadążają z produkcją, a wszystko, co zjedzie z taśmy, zostaje natychmiast wyprzedane. Oczywiście trafia to do centrów danych, bo to właśnie ten rynek generuje największe zyski. Segment konsumencki, tak ważny dla nas – graczy, twórców czy zwykłych użytkowników – w praktyce jest dla producentów jedynie drobną częścią ich biznesu. Naturalnie więc spada na liście priorytetów. Tak po prostu działa biznes. Zimna kalkulacja.
Jakie są tego realne skutki w sklepach?
Pierwsze efekty tej rewolucji widać gołym okiem na półkach sklepowych. Ceny pamięci RAM poszybowały w ostatnich miesiącach do absurdalnych poziomów. Przykładowo, popularny zestaw 2×16 GB DDR5-6000, który w październiku ubiegłego roku można było kupić za około 400 złotych, dziś kosztuje blisko 1500 złotych. Drożeją również dyski SSD i HDD oraz karty graficzne. Może nie tak drastycznie jak pamięci, ale wzrosty są wyraźne i odczuwalne. I to może być dopiero początek. Eksperci spekulują, że kryzys potrwa rok, pięć, a może nawet dziesięć lat.
Jeśli planowałeś w najbliższym czasie złożyć nowy komputer lub kupić laptopa, musisz przygotować się na wydatek wyższy o kilkaset, a w skrajnych przypadkach nawet kilka tysięcy złotych. Ponadto w kuluarach mówi się o możliwych opóźnieniach premier nowych generacji dysków, kart graficznych i notebooków. Producenci wolą wstrzymać się z debiutem, niż ryzykować słabą sprzedaż sprzętu, którego cena z miejsca odstraszy większość klientów. To realne spowolnienie całego rynku technologicznego.
Czy o taką rewolucję prosiliśmy?
Oto cena, jaką płacimy za rewolucję AI. Rewolucję, która z jednej strony daje nam potężne narzędzia, a z drugiej stała się machiną do przepalania miliardów dolarów. Często tylko po to, by masowo produkować obrazki, fejkowe zdjęcia i, co gorsza, zalewać sieć dezinformacją. Ta rewolucja tylko pozornie jest darmowa. W praktyce płacimy za nią wszyscy – w cenie nowego laptopa, którego komponenty zostały sztucznie zawyżone przez popyt generowany przez farmy serwerów, nie mówiąc o kosztach środowiskowych. Rozwój technologiczny potoczył się własnym, niekontrolowanym torem. I teraz wszyscy, chcąc czy nie, musimy za to zapłacić.