Skip to content Skip to sidebar Skip to footer

10 tysięcy pisarzy mówi dość! Wydali pustą książkę, by zatrzymać AI

Prawie 10 tys. pisarzy, w tym noblista Kazuo Ishiguro, wydało pustą książkę. To manifest Don’t Steal This Book – krzyk przeciwko AI trenowanej na ich dziełach.

W skrócie:

  • Około 10 tysięcy autorów, w tym Kazuo Ishiguro, opublikowało symboliczną, pustą książkę Don’t Steal This Book, by zaprotestować przeciwko trenowaniu AI na ich twórczości.
  • Akcja zbiega się z planami brytyjskiego rządu, który rozważa wprowadzenie modelu “opt-out”, przerzucającego na twórców obowiązek ochrony ich dzieł przed AI.
  • Pisarze domagają się, by firmy technologiczne płaciły za wykorzystywanie książek do budowy komercyjnych modeli językowych, a nie traktowały ich jako darmowego zasobu.

Nie znajdziesz tu fabuły, dialogów ani nawet spisu treści. Zamiast tego – tysiące nazwisk. Prawie 10 tysięcy autorów, wśród nich takie tuzy jak noblista Kazuo Ishiguro, Philippa Gregory czy Malorie Blackman, podpisało się pod niezwykłym manifestem. Publikacja o wymownym tytule Don’t Steal This Book jest celowo pusta. To potężny, milczący protest, którego egzemplarze rozdawano na targach książki w Londynie. Celem jest uświadomienie gigantom technologicznym, że literatura nie jest darmowym bufetem dla wiecznie głodnych algorytmów.

Moment jest nieprzypadkowy. Brytyjski rząd właśnie szykuje się do oceny skutków gospodarczych zmian w prawie autorskim, które mogą otworzyć furtkę do legalnego – i darmowego – karmienia modeli AI cudzą twórczością. Pisarze postanowili więc zadziałać. Ich książka to coś więcej niż symbol. To broń. Jej puste strony są jak lustro, w którym odbija się pustka argumentów firm technologicznych. I co najważniejsze, nie da się jej w prosty sposób “przeczytać” i wchłonąć przez algorytm. To genialne w swojej prostocie.

Dlaczego książka, która jest pusta, krzyczy najgłośniej?

Twórcy tej niezwykłej akcji postawili na performatywny manifest. Skoro generatywna AI uczy się na ich pracy, oni odpowiadają dziełem, którego nie da się skonsumować. Ed Newton-Rex, kompozytor i mózg całej operacji, mówi wprost: “branża AI została zbudowana na pracy przejętej bez zgody i bez wynagrodzenia dla prawowitych właścicieli”. To gorzka prawda. Narzędzia, które mają zrewolucjonizować świat, swoje fundamenty opierają na czymś, co w każdym innym kontekście nazwalibyśmy po prostu kradzieżą.

Autorzy, których książki stały się paliwem dla modeli językowych, dziś muszą konkurować z technologią, którą sami – wbrew własnej woli – pomogli stworzyć. Oczekiwanie, że firmy AI zapłacą za licencje, wydaje się absolutnie rozsądne. Jednak giganci technologiczni przyzwyczaili nas, że działają w innej rzeczywistości prawnej, często traktowani z pobłażliwością, na którą nie mógłby liczyć żaden inny sektor gospodarki. Ten protest to próba zerwania z tą logiką.

Opt-out, czyli jak przerzucić problem na twórców?

Główny spór toczy się wokół propozycji, którą rozważa brytyjski rząd. Chodzi o wprowadzenie modelu “opt-out”. Co to oznacza w praktyce? Firmy AI mogłyby legalnie korzystać z chronionych prawem autorskim dzieł, o ile ich autor wcześniej wyraźnie nie zgłosi sprzeciwu. To wygodne dla przemysłu technologicznego, ale katastrofalne dla twórców, bo przerzuca na nich cały ciężar monitorowania i pilnowania własnego dorobku w cyfrowym oceanie.

To tak, jakby ktoś mógł wejść do twojego domu i zabrać dowolną rzecz, pod warunkiem, że nie przykleiłeś na niej karteczki z napisem “nie ruszać”. Na stole leżą też inne, jeszcze bardziej radykalne opcje – na przykład całkowite wyjęcie AI spod prawa autorskiego w celach “badań komercyjnych”. To wytrych, który pozwoliłby usprawiedliwić niemal każde działanie. Trudno się dziwić, że środowisko kreatywne bije na alarm.

Czy AI musi płacić za lektury?

Modele językowe i generatory obrazów nie biorą się znikąd. Ich potęga wynika z gigantycznych zbiorów danych, które pochłonęły – w dużej mierze z otwartego internetu, pełnego treści chronionych prawem. Branża wydawnicza próbuje znaleźć jakieś wyjście z tej sytuacji. Brytyjska organizacja Publishers’ Licensing Services uruchamia inicjatywę zbiorowego licencjonowania, która ma dać firmom AI legalny dostęp do książek. To ruch w dobrą stronę, bo pokazuje, że istnieje alternatywa dla piractwa na masową skalę.

Jeśli sztuczna inteligencja ma realnie współistnieć ze światem kreatywnym, a nie go zniszczyć, musi nauczyć się jednej fundamentalnej zasady: za pracę należy się zapłata. To takie proste. I jednocześnie – w kontekście Doliny Krzemowej – tak rewolucyjne. Twórcy, których dzieła posłużyły do wytrenowania algorytmów, są de facto współautorami ich “wiedzy”. A jeśli tak, to czy nie należy im się za to solidna faktura do opłacenia? Odpowiedź wydaje się oczywista. Przynajmniej dla tych, którzy stoją po stronie człowieka.