Partia Samoobrona Odrodzenie użyła AI, by “wskrzesić” Andrzeja Leppera. W klipie zmarły polityk mówi, że go zamordowano i wskazuje, na kogo głosować. To nowa, niebezpieczna era dezinformacji w polityce.
W skrócie:
- Partia Samoobrona Odrodzenie opublikowała na YouTube wideo, w którym wygenerowany przez AI Andrzej Lepper wzywa do głosowania i porusza teorie spiskowe dotyczące swojej śmierci.
- Jakość deepfake’a jest niska, a dźwięk zniekształcony, co jednak nie przeszkadza w rozprzestrzenianiu materiału jako narzędzia politycznej dezinformacji, grającego na emocjach odbiorców.
- To kolejny przykład wykorzystania AI do tworzenia fałszywych treści politycznych w Polsce, co rodzi pytania o brak skutecznych regulacji i narzędzi do weryfikacji faktów.
Świat, w którym zmarli politycy wracają, by instruować żywych, właśnie stał się faktem. Nie jest to scena z dystopijnego serialu, lecz fragment polskiej rzeczywistości politycznej. Na kanale YouTube partii Samoobrona Odrodzenie pojawiło się wideo, w którym przemawia Andrzej Lepper – zmarły w 2011 roku założyciel Samoobrony. A raczej jego cyfrowy, nieco upiorny awatar. Głos jest mechaniczny, obraz rozmyty, ale przekaz uderza z pełną mocą. “Wskrzeszony” Lepper nie tylko przekonuje, że został zamordowany, ale również udziela wskazówek wyborczych. To nie jest już niewinna zabawa technologią; to cyniczne żerowanie na teoriach spiskowych i emocjach elektoratu.
Kto i po co wskrzesił Andrzeja Leppera?
Za tym przedziwnym przedsięwzięciem stoi Samoobrona Odrodzenie, polityczny plankton próbujący odzyskać znaczenie na gruzach dawnej partii Leppera. Cel jest prosty – zszokować, przyciągnąć uwagę i dotrzeć do tej części społeczeństwa, która nigdy nie uwierzyła w oficjalną wersję o samobójstwie lidera. Oficjalne, wieloletnie śledztwo prokuratury wskazało na depresję i problemy finansowe polityka, ale dla zwolenników teorii spiskowych to tylko zasłona dymna. Wideo, pomimo swojej topornej formy, idealnie wpisuje się w tę narrację i staje się narzędziem do reanimacji nie tylko wizerunku polityka, ale i politycznych ambicji jego naśladowców.
Jakość techniczna nagrania pozostawia wiele do życzenia. Dźwięk jest fatalny, a animacja twarzy przypomina wczesne gry komputerowe. To jednak bez znaczenia. W logice dezinformacji nie liczy się perfekcyjne wykonanie, lecz siła wzbudzanej emocji. Ktoś, kto chce wierzyć, że Lepper został zamordowany, otrzymał właśnie cyfrowy “dowód”, który może bezrefleksyjnie podać dalej. Liczy się sam fakt, że “Lepper przemówił”, a reszta to już kwestia interpretacji i wiary – dwóch walut, które w polityce często znaczą więcej niż fakty.
Postprawda 2.0, czyli witajcie w epoce kłamstwa AI
Jeszcze kilka lat temu mówiliśmy o świecie postprawdy, gdzie fakty ustępowały miejsca emocjom. Obecnie wchodzimy w znacznie mroczniejszy etap – epokę kłamstwa wspomaganego przez sztuczną inteligencję. Przypadek Leppera nie jest odosobniony. Niedawno internet obiegła fałszywa grafika z programu Kropka nad i, z której wynikało, że premier opuścił studio po kłótni z prezydentem. Wielu internautów udostępniło ją bez weryfikacji, pomimo oczywistych znaków, że to fałszywka. Granica między tym, co realne, a tym, co wygenerowane, zaciera się w zastraszającym tempie, a my jesteśmy na to kompletnie nieprzygotowani.
Problem nie leży w samej technologii, ale w jej połączeniu z ludzką psychiką i mechanizmami mediów społecznościowych. Algorytmy promują treści, które angażują, a nic nie angażuje tak skutecznie jak szok, oburzenie i kontrowersja. Winston Churchill miał powiedzieć, że “kłamstwo zdąży obiec pół świata, zanim prawda włoży buty”. Dziś prawda nie zdąży nawet podnieść się z kanapy, podczas gdy kłamstwo, napędzane przez AI, zaliczy kilkaset okrążeń globu. Staliśmy się bezbronnymi konsumentami zalewającej nas fali cyfrowego chłamu, w której odróżnienie prawdy od fałszu wymaga niemal detektywistycznej pracy.
Dlaczego nikt z tym nic nie robi?
Odpowiedź jest równie prosta, co brutalna: bo nikomu na tym nie zależy. A przynajmniej nie tym, którzy mają realną władzę. Politycy, widząc potencjał AI jako narzędzia do walki politycznej, nie będą spieszyć się z jego ograniczaniem – dziś ofiarą jest przeciwnik, jutro narzędzie może przydać się im samym. Platformy technologiczne traktują ewentualne kary jako wkalkulowany koszt prowadzenia biznesu. Brakuje skutecznych i szybkich mechanizmów prawnych, które pozwalałyby na usuwanie takich treści i pociąganie autorów do odpowiedzialności, zanim szkoda stanie się nieodwracalna.
Można by pomyśleć, że w przypadku bezprawnego wykorzystania wizerunku osób zamożnych, jak Jan Kulczyk, spadkobiercy szybko i skutecznie zareagują. I pewnie tak by było. Ale co z osobami publicznymi, których wizerunek jest dobrem wspólnym? Co z zaufaniem do instytucji państwa i mediów? W tej walce jesteśmy sami, a naszą jedyną bronią pozostaje krytyczne myślenie. Tyle że w starciu z potęgą generatywnej AI to może być za mało. Przegrywamy walkę o sferę publiczną opartą na faktach, a zwycięzcą jest ten, kto stworzy bardziej chwytliwą iluzję. A to już nie jest polityka. To czyste szaleństwo.