Skip to content Skip to sidebar Skip to footer

Koniec z pisaniem na klawiaturze? Giganci testują nową technologię. Eksperci: ‘Będzie dziwnie’

Koniec ery stukania w klawiaturę? Aplikacje do dyktowania AI, takie jak Wispr, zmieniają biura w centra szeptów. To nowa norma czy początek biurowego koszmaru?

W skrócie:

  • Aplikacje do dyktowania, takie jak Wispr, zdobywają popularność, a biura startupów zaczynają przypominać nowoczesne centra obsługi klienta.
  • Edward Kim, współzałożyciel Gusto, przewiduje, że miejsca pracy będą brzmiały jak “parkiet sprzedażowy”, przyznając, że dyktowanie wciąż bywa krępujące.
  • Twórca aplikacji Wispr, Tanay Kothari, uspokaja, że szeptanie do komputerów stanie się normą, podobnie jak niegdyś dziwne wydawało się ciągłe patrzenie w telefon.

Cisza. A raczej ten specyficzny, biurowy szum, do którego zdążyliśmy przywyknąć. Rytmiczne stukanie klawiatur, cichy pomruk serwerów, okazjonalny dzwonek telefonu. To pejzaż dźwiękowy, który przez dekady definiował pracę umysłową. A teraz wyobraźmy sobie, że ten krajobraz bezpowrotnie się zmienia. Zamiast mechanicznego klikania – stały, niski szept. Głosy dziesiątek ludzi, którzy nie rozmawiają ze sobą, lecz ze swoimi maszynami. To nie scena z filmu science-fiction. To przyszłość, która według analiz “The Wall Street Journal” puka już do naszych drzwi.

Jak biuro zamienia się w call center?

Wszystko za sprawą rosnącej popularności aplikacji do dyktowania nowej generacji, takich jak Wispr. Zasilane przez zaawansowane modele językowe, pozwalają na znacznie więcej niż tylko transkrypcję mowy na tekst. Integrują się z narzędziami programistycznymi i aplikacjami biurowymi, umożliwiając wydawanie złożonych poleceń głosem. Efektywność kusi, bo dla wielu mówienie jest szybsze i bardziej naturalne niż pisanie. Ale każda rewolucja ma swoją cenę. Jeden z inwestorów venture capital, cytowany przez WSJ, stwierdził, że wizyty w biurach startupów coraz częściej przypominają mu wejście do “wysokiej klasy call center”.

Wtóruje mu Edward Kim, współzałożyciel platformy HR Gusto. Bez ogródek mówi swojemu zespołowi, że w przyszłości biura będą brzmiały “bardziej jak parkiet sprzedażowy”. Dla każdego, kto choć przez chwilę miał biurko w sąsiedztwie działu handlowego, to wizja co najmniej niepokojąca. Kim przyznaje, że sam sięga po klawiaturę tylko wtedy, gdy jest to absolutnie konieczne. Resztę pracy wykonuje głosem, co pokazuje, jak głęboko ta zmiana zaczyna zakorzeniać się w codziennych nawykach liderów technologicznych. To już nie eksperyment, to świadoma strategia optymalizacji pracy.

Czy czeka nas nowa, krępująca etykieta?

Tu jednak pojawia się problem natury czysto ludzkiej. Pomimo tego, że technologia działa, jej używanie w przestrzeni publicznej wciąż wywołuje dyskomfort. To samo przyznaje Edward Kim – jego zdaniem ciągłe dyktowanie w biurze bywa “po prostu trochę niezręczne”. Trudno się dziwić. Słyszenie fragmentów cudzych maili, raportów czy linijek kodu wyrwanych z kontekstu może rozpraszać i tworzyć atmosferę permanentnego podsłuchiwania. Rodzi to fundamentalne pytanie o granice prywatności i koncentracji we wspólnej przestrzeni pracy.

Problem przenosi się zresztą do sfery prywatnej. Przedsiębiorczyni AI, Mollie Amkraut Mueller, podzieliła się anegdotą o tym, jak jej nowy nawyk szeptania do komputera zaczął irytować męża. Ich wspólne, wieczorne sesje pracy kończą się teraz siedzeniem w oddaleniu lub przeniesieniem się jednego z nich do osobnego gabinetu. To drobny, ale symboliczny przykład, jak narzędzia stworzone do łączenia nas z technologią mogą nieoczekiwanie tworzyć dystans między ludźmi. Nowa etykieta dopiero się kształtuje, a jej zasady pisane są na żywo, metodą prób i bolesnych błędów.

Kiedy “dziwne” stanie się “normalne”?

W całym tym zamieszaniu jest jednak głos rozsądku, a przynajmniej optymizmu. Należy on do Tanaya Kothari, założyciela wspomnianej aplikacji Wispr. On jest przekonany, że wszelkie obecne niedogodności to jedynie choroba wieku dziecięcego. Kothari upiera się, że cała ta sytuacja pewnego dnia wyda nam się “normalna”. Jego zdaniem przechodzimy przez ten sam cykl adaptacyjny, który obserwowaliśmy dekadę temu w przypadku smartfonów. Dziś nikt nie dziwi się widokowi ludzi spędzających godziny wpatrzonych w małe ekrany w miejscach publicznych.

Kiedyś takie zachowanie uchodziłoby za dziwaczne, a nawet niegrzeczne. Dzisiaj to element naszej społecznej tkanki. Kothari stawia tezę, że z szeptaniem do maszyn będzie podobnie. Początkowa niezręczność ustąpi miejsca przyzwyczajeniu, a korzyści płynące z płynnej, głosowej interakcji z AI ostatecznie przeważą nad obecnym dyskomfortem. Być może za kilka lat dźwięk stukającej klawiatury będzie w biurze równie egzotyczny, jak dziś dźwięk maszyny do pisania. To odważna wizja, ale historia technologii uczy, że rzeczy niemożliwe stają się codziennością szybciej, niż nam się wydaje.