Skip to content Skip to sidebar Skip to footer

Akcje Intela +490%! CEO robi deale z Muskiem i Apple, a w firmie chaos. Co tam się dzieje?

Akcje Intela wzrosły o 490% w rok, a nowy CEO Lip-Bu Tan zawiera sojusze z Muskiem i Apple. Wall Street szaleje, ale wewnątrz firmy panuje chaos i niepewność.

W skrócie:

  • W ciągu ostatniego roku wartość akcji Intela poszybowała w górę o niewiarygodne 490%, co odzwierciedla ogromne zaufanie inwestorów do nowej strategii firmy.
  • CEO Lip-Bu Tan, zamiast na restrukturyzacji, skupił się na sojuszach – zabezpieczył partnerstwa z rządem USA, Elonem Muskiem oraz wstępne umowy z Apple i Teslą.
  • Pomimo giełdowego entuzjazmu, firma wciąż zmaga się z niższą wydajnością produkcji niż lider branży TSMC, a pracownicy, według Bloomberga, narzekają na brak konkretów.

Gdyby ktoś rok temu powiedział wam, że akcje Intela, technologicznego giganta, który od lat zmagał się z zadyszką, wzrosną o niemal 500%, prawdopodobnie popukalibyście się w czoło. A jednak. Wall Street oszalało na punkcie nowej wizji, którą roztacza CEO Lip-Bu Tan. Problem w tym, że ta wizja, przynajmniej na razie, ma więcej wspólnego z polityką i PR-em niż z twardą inżynierią. Najnowszy raport agencji Bloomberg rzuca światło na kulisy tego, co może być albo największym powrotem w historii Doliny Krzemowej, albo najbardziej spektakularną bańką od lat.

Jak Wall Street zakochało się w Intelu na nowo?

Liczby nie kłamią. Wzrost o 490% w ciągu zaledwie dwunastu miesięcy to wynik, którego nie powstydziłby się żaden gorący startup. Intel nim nie jest. To krążownik, który od dekad definiował rynek procesorów, ale w ostatnim czasie stracił pozycję lidera na rzecz bardziej zwinnych i innowacyjnych rywali, takich jak tajwańskie TSMC. Skąd więc ten nagły wybuch optymizmu? Odpowiedź ma jedno imię i nazwisko: Lip-Bu Tan. Inwestorzy nie kupują dziś lepszych chipów – bo tych na razie nie ma – ale obietnicę faceta, który przejął stery w marcu zeszłego roku.

To czysta gra na emocjach i zaufaniu. Rynek uwierzył, że Tan, weteran inwestycji technologicznych, ma plan, który przywróci firmie dawną chwałę. Inwestorzy zakładają się o przyszłość, pompując miliardy dolarów w akcje firmy, której fundamenty wciąż wyglądają, delikatnie mówiąc, na niepewne. To wiara w człowieka, który zdaje się wiedzieć, z kim trzeba zjeść lunch, żeby wszystko zaczęło działać.

Człowiek, który woli szeptać niż krzyczeć

Strategia Tana jest fascynująca w swojej prostocie. Zamiast zamykać się w gabinecie i kreślić plany restrukturyzacji, nowy CEO ruszył w objazd po najważniejszych gabinetach Ameryki. I to z jakim skutkiem. W ciągu pierwszego roku urzędowania zdążył zamienić amerykański rząd w trzeciego największego udziałowca firmy, co gwarantuje Intelowi intratne kontrakty i polityczne wsparcie. To nie wszystko. Tan regularnie spotyka się z Elonem Muskiem, z którym dogaduje szczegóły fabrycznego partnerstwa. Jakby tego było mało, według doniesień Bloomberga, na stole leżą już wstępne umowy produkcyjne z Apple i Teslą.

Jego styl zarządzania to kwintesencja zakulisowej dyplomacji. Tam, gdzie inni menedżerowie zwołaliby konferencję prasową, on woli dyskretne spotkanie. Zamiast wielkich ogłoszeń – ciche ustalenia, które dopiero po czasie wypływają na światło dzienne. To strategia, która najwyraźniej działa na wyobraźnię inwestorów, ale budzi coraz większy niepokój wewnątrz samej organizacji. Bo co z tego, że szef dogadał się z Muskiem, skoro linia produkcyjna wciąż nie działa tak, jak powinna?

Czy pod złotą zbroją kryje się rdza?

I tu dochodzimy do sedna problemu. Podczas gdy Lip-Bu Tan buduje wielkie sojusze, inżynierowie w fabrykach Intela wciąż walczą z prozaicznymi kłopotami. Najważniejszy z nich to tzw. “uzysk” (yield), czyli odsetek w pełni sprawnych chipów wyprodukowanych z jednego wafla krzemowego. Pod tym względem Intel dramatycznie odstaje od TSMC, co oznacza wyższe koszty i mniejszą konkurencyjność. To fundamentalny problem, którego nie da się rozwiązać kolejnym uściskiem dłoni z politykiem.

Pracownicy, z którymi rozmawiali dziennikarze Bloomberga, malują obraz firmy pogrążonej w lekkim chaosie. Twierdzą, że od nowego CEO usłyszeli niewiele konkretów dotyczących strategii produktowej czy technologicznej. Zespoły, zamiast nadrabiać opóźnienia, po cichu przesuwają terminy w wewnętrznych harmonogramach. To sygnał alarmowy. Pokazuje, że spektakularny sukces na giełdzie nie przekłada się na razie na poprawę kultury organizacyjnej i efektywności operacyjnej. Pytanie, które dziś zadają sobie analitycy, brzmi: czy Lip-Bu Tan zdąży przełożyć swoje polityczne sukcesy na realne produkty, zanim cierpliwość Wall Street się skończy? To gra, w której stawką są miliardy dolarów i przyszłość jednej z ikon technologii.