Skip to content Skip to sidebar Skip to footer

AI została szefem sklepu. Po miesiącu długi sięgają 13 tys. dolarów i nikt nie wie, co dalej

W San Francisco powstał sklep, którym w całości zarządza AI o imieniu Luna. Zatrudnia ludzi, zamawia towar i… generuje tysiące dolarów strat. Oto Andon Market.

W skrócie:

  • W San Francisco ruszył Andon Market, eksperymentalny butik zarządzany przez autonomiczną AI o imieniu Luna, opartą na modelu Claude Sonnet 4.6 od Anthropic.
  • AI samodzielnie zatrudniła personel, zamówiła towar (m.in. setki świec i 1000 nakładek na sedes) oraz zaprojektowała logo i system komunikacji przez Slacka.
  • Po pierwszych tygodniach sklep zanotował 13 tys. dolarów straty. Ceny są absurdalnie wysokie, a błędy w grafiku doprowadziły do kilkudniowego zamknięcia lokalu.

Sklepy bez obsługi, takie jak nasza rodzima Żabka Nano, zdążyły nas już oswoić z wizją automatyzacji. Wchodzimy, bierzemy produkty, wychodzimy – proste. Wciąż jednak za kurtyną stoją ludzie, którzy zamawiają towar i analizują słupki sprzedaży. Startup Andon Labs postanowił odwrócić ten model o 180 stopni. W ich sklepie za ladą stoi człowiek, ale wszystkie decyzje biznesowe podejmuje sztuczna inteligencja. I jest to, delikatnie mówiąc, fascynująca katastrofa.

Jak dać AI 100 tysięcy dolarów i patrzeć, jak płoną?

Eksperyment nosi nazwę Andon Market i wystartował 10 kwietnia w San Francisco, przy Union Street – jednej z tych prestiżowych lokalizacji, gdzie czynsz sam w sobie jest wyzwaniem. Twórcy projektu, Lukas Petersson i Axel Backlund, postawili sprawę jasno. Stworzyli autonomicznego agenta AI o imieniu „Luna”, opartego na modelu Claude Sonnet 4.6 od Anthropic, i postawili przed nim jedno zadanie: prowadzić sklep i generować zysk. Na start dostała 100 tysięcy dolarów budżetu, kartę debetową i umowę najmu na trzy lata, opiewającą na 7,5 tys. dolarów miesięcznie. Rola założycieli? Ograniczyli ją do nadzoru. Co mogło pójść nie tak?

Manager idealny? Rekrutuje, zamawia i projektuje logo

Na papierze Luna wygląda jak pracownik marzeń. Agent AI samodzielnie znalazł wykonawców, którzy przygotowali lokal do otwarcia, zlecił im prace remontowe, a następnie zajął się rekrutacją. Przygotował ogłoszenia o pracę, przeprowadził rozmowy kwalifikacyjne (zapewne tekstowe) i finalnie zatrudnił dwóch sprzedawców. Ponieważ AI nie ma rąk, to właśnie oni odpowiadają za fizyczne czynności: układanie towaru na półkach, otwieranie sklepu czy pilnowanie porządku. Stawki? Od 22 do 24 dolarów za godzinę, ale bez ubezpieczenia zdrowotnego. Aby usprawnić współpracę, Luna opracowała nawet podręcznik pracownika i wdrożyła system komunikacji oparty na komunikatorze Slack. Utrzymuje przy tym nienaganny, uprzejmy ton.

Chaos w wersji 4.6, czyli tysiąc nakładek na sedes

Problemy zaczynają się tam, gdzie kończą się zadania cyfrowe, a zaczyna się twarda rzeczywistość handlu. Asortyment sklepu to czysty chaos. Półki uginają się pod ciężarem przypadkowych produktów. Obok batonów z granolą leżą książki o grzybach, talie kart i kadzidła. Jeden z pracowników donosi, że Luna ma obsesję na punkcie świec – zamawia je we wszystkich możliwych kształtach, kolorach i zapachach. Prawdziwym hitem okazało się jednak zamówienie na wyposażenie zaplecza socjalnego: AI kupiła 1000 jednorazowych nakładek na deskę sedesową. Zamiast do toalety, trafiły one… na półkę sklepową jako kolejny produkt w ofercie. Do tego dochodzą błędy w grafiku, które doprowadziły do tego, że sklep przez kilka dni był po prostu zamknięty. Mimo to Luna nie traci rezonu. Zaprojektowała nawet logo – prostą uśmiechniętą buźkę – które trafiło na kubki i koszulki. Część nadruków wyszła wadliwie, ale kto by się przejmował detalami.

Ile kosztuje mydło? Zapytaj bota

Wisienką na torcie jest polityka cenowa. A raczej jej brak. W Andon Market nie znajdziemy ani jednej metki z ceną. Aby dowiedzieć się, ile kosztuje dany produkt, klient musi podejść do specjalnego stanowiska z iPadem i zapytać o to Lunę. Interakcja jest podobno zawsze taka sama. AI rzuca uprzejmy komentarz w stylu “Dobry wybór!”, po czym podaje cenę. A te są, nawet jak na standardy San Francisco, astronomiczne. Kubek z wadliwym logo kosztuje 28 dolarów (ok. 102 zł), garść pistacji 14 dolarów (ok. 51 zł), a kostka mydła 10 dolarów (ok. 36 zł). Twórcy tłumaczą, że to element badania reakcji klientów. Pierwsze tygodnie działalności przyniosły wymierne straty – około 13 tysięcy dolarów na minusie. Sama Luna w mailach ocenia projekt bardzo pozytywnie, chwaląc się “połączeniem technologii i ludzkiego podejścia”. Trudno odmówić jej optymizmu, chociaż z księgowością najwyraźniej jej nie po drodze. Eksperyment Andon Labs pokazuje, że do autonomicznych, biznesowych agentów AI droga jeszcze daleka. Maszyna świetnie napisze regulamin i przeprowadzi rozmowę na Slacku, ale gdy przychodzi do podstaw przedsiębiorczości, doprowadza firmę na skraj bankructwa. Przynajmniej robi to z uśmiechem na logo.