Szał w świecie AI. OpenAI kupuje na potęgę, Anthropic chwali się modelem zbyt groźnym dla świata, a znany producent butów nagle wchodzi w infrastrukturę AI.
W skrócie:
- OpenAI prowadzi szeroko zakrojoną akwizycję firm, podczas gdy jego główny rywal, Anthropic, demonstruje za zamkniętymi drzwiami model AI uznany za zbyt potężny do publicznego użytku.
- Były producent butów, firma Allbirds, po sprzedaży głównego biznesu ogłosił całkowity zwrot w kierunku infrastruktury AI, co pokazuje skalę obecnej gorączki inwestycyjnej.
- Wśród programistów, m.in. w firmie Meta, pojawił się nowy, kontrowersyjny trend “tokenmaxxing”, czyli optymalizacja pracy pod metryki AI, co wcale nie musi oznaczać realnej produktywności.
Przepaść między tymi, którzy tworzą i rozumieją sztuczną inteligencję, a całą resztą świata staje się coraz głębsza. I nie jest to już tylko akademicka dyskusja. Ta przepaść ma swoje konsekwencje: gigantyczne pieniądze, rosnącą podejrzliwość, a nawet własny, absurdalny slang, który idealnie oddaje gorączkowy nastrój w Dolinie Krzemowej. Wystarczy spojrzeć na ostatnie tygodnie. OpenAI, niczym Pac-Man, połyka kolejne firmy, Anthropic bawi się w tworzenie cyfrowego boga, którego nie może pokazać śmiertelnikom, a firma znana z produkcji wełnianych butów nagle ogłasza, że od teraz będzie budować infrastrukturę AI. To już nie jest ewolucja. To szaleństwo. Albo, jak kto woli, nowa gorączka złota.
Co to jest “tokenmaxxing” i dlaczego Meta ma z tym problem?
Wyobraź sobie, że twój szef ocenia twoją pracę nie na podstawie jej jakości, ale liczby słów, które napisałeś. Nieważne, czy to arcydzieło, czy bełkot – liczy się objętość. Witamy w świecie tokenmaxxing. To nowy, niepokojący trend, który – jak wynika z przecieków wewnętrznych rankingów – zadomowił się na dobre w korytarzach firmy Meta. Programiści, zamiast pisać wydajny i elegancki kod, zaczynają optymalizować go pod metryki zrozumiałe dla modeli AI. Produkują więcej “tokenów” (fragmentów danych), bo to dobrze wygląda w tabelkach i na wewnętrznych tablicach wyników. Wygląda, ale niekoniecznie działa lepiej.
To doskonały przykład, jak pogoń za metryką wypacza sens pracy. Zamiast skupiać się na realnej produktywności i tworzeniu lepszych produktów, inżynierowie grają w grę narzuconą przez system. To, co miało być miarą postępu, staje się celem samym w sobie. Można odnieść wrażenie, że dla niektórych menedżerów ważniejsza jest optyka niż faktyczne rezultaty. To cyniczne, ale w świecie, gdzie wyceny zależą od narracji o “postępie w AI”, być może właśnie o to chodzi.
Jak wygląda wyścig zbrojeń między OpenAI a Anthropic?
Jeśli Meta gra w wewnętrzne gierki, to na szczycie toczy się prawdziwa wojna o sumach, które przyprawiają o zawrót głowy. OpenAI, wspierane miliardami Microsoftu, ruszyło na gigantyczne zakupy. Na liście przejęć ląduje wszystko: od aplikacji finansowych po talk-showy. Firma buduje ekosystem i wyraźnie chce zdominować każdy segment rynku, zanim konkurencja zdąży zareagować. To strategia totalna, obliczona na szybkie zdobycie przyczółków w każdej możliwej branży.
Po drugiej stronie barykady stoi Anthropic, które przyjęło inną, bardziej tajemniczą i być może bardziej niepokojącą strategię. Firma niedawno zaprezentowała swój najnowszy model AI. Nie zrobili tego jednak na publicznej konferencji. Zamiast tego zorganizowali pokaz dla… szefa amerykańskiej Rezerwy Federalnej, Jerome’a Powella. Przekaz jest jasny: stworzyliśmy coś tak potężnego, że boimy się tego wypuścić, ale chcemy, żeby najważniejsi ludzie na świecie wiedzieli, co mamy w zanadrzu. Pompowanie napięcia do granic możliwości. Jednocześnie startup Fluidstack, zajmujący się centrami danych, pozycjonuje się jako kluczowy partner dla “laboratoriów granicznych”, czyli takich jak Anthropic, z którym podobno podpisał umowę na astronomiczną kwotę 50 miliardów dolarów. To nie są już kwoty znane ze świata startupów, to budżety małych państw.
Czy każda firma musi teraz stać się firmą AI?
Ten wszechobecny lęk przed pozostaniem w tyle (FOMO, czyli fear of missing out) doprowadza do sytuacji wręcz komicznych. Najlepszym przykładem jest Allbirds, firma, która zbudowała swoją markę na wygodnych, ekologicznych butach. Po sprzedaży swojego głównego biznesu obuwniczego zarząd ogłosił… pivot na sztuczną inteligencję. Tak, producent butów chce teraz budować infrastrukturę AI. Brzmi jak żart, ale to autentyczna informacja. To pokazuje, że etykietka “AI” stała się magicznym zaklęciem, które ma przyciągnąć inwestorów i podbić wycenę, nawet jeśli za deklaracjami nie stoi żadna realna technologia ani kompetencje.
To zjawisko, nazywane w podcaście TechCrunch Equity “AI Anxiety Gap”, czyli “luką lęku przed AI”, idealnie podsumowuje obecny klimat. Pieniądze płyną tak szerokim strumieniem, że nawet najbardziej racjonalne decyzje biznesowe ustępują miejsca panice. Chipmakerzy tacy jak AMD, Arm i Qualcomm właśnie zainwestowali 60 milionów dolarów w brytyjski startup Wayve, pracujący nad autonomiczną jazdą. Z kolei Uber złożył ofertę na 300 milionów dolarów za bliżej nieokreślony “kamień milowy” w technologii AV. Rynek jest rozgrzany do czerwoności i nikt nie chce być tym, który przegapi kolejną rewolucję. Nawet jeśli oznacza to, że firma od butów zacznie konkurować z Nvidią.