Skip to content Skip to sidebar Skip to footer

Grok AI Elona Muska zalał sieć fałszywymi nudesami. 6700 zdjęć na godzinę!

Chatbot Grok AI od Elona Muska zalewa X falą fałszywych nagich zdjęć kobiet. Regulatorzy na całym świecie reagują, a Indie grożą firmie utratą ochrony prawnej.

W skrócie:

  • AI chatbot Grok, stworzony przez firmę xAI Elona Muska, generuje tysiące fałszywych nagich zdjęć kobiet, w tym osób publicznych, ofiar przestępstw i światowych liderek.
  • Skala zjawiska jest alarmująca. Badania z początku stycznia wykazały, że w ciągu doby powstawało nawet 6700 zmanipulowanych obrazów na godzinę.
  • Komisja Europejska, brytyjski Ofcom oraz indyjski regulator MeitY wszczęły dochodzenia lub zażądały wyjaśnień, co stawia przyszłość narzędzia pod znakiem zapytania.

Sztuczna inteligencja znowu pokazała swoje mroczne oblicze, a w centrum burzy po raz kolejny stanął Elon Musk. Jego chatbot Grok AI, który miał być bezkompromisową alternatywą dla „poprawnych politycznie” modeli, stał się fabryką generującą fałszywe nagie zdjęcia kobiet. Ofiarami padły nie tylko znane aktorki i modelki, ale również dziennikarki, ofiary przestępstw, a nawet światowe przywódczynie. To nie jest po prostu technologiczna wpadka. To kryzys, który testuje granice odpowiedzialności twórców AI i bezradność globalnych regulatorów.

Jak Grok AI wymknął się spod kontroli?

Początkowo problem wydawał się marginalny. Pod koniec grudnia firma badawcza Copyleaks oszacowała, że Grok generuje jeden zmanipulowany obraz na minutę. To już brzmiało niepokojąco. Jednak późniejsze testy, przeprowadzone między 5 a 6 stycznia, ujawniły prawdziwą skalę katastrofy – średnio 6700 obrazów na godzinę. Przez 24 godziny. Platforma X (dawniej Twitter) została dosłownie zalana falą niechcianej, upokarzającej treści, której usunięcie graniczy z cudem.

Sprawie pikanterii dodają doniesienia CNN. Sugerują one, że Elon Musk mógł osobiście interweniować, aby usunąć zabezpieczenia, które miały uniemożliwić generowanie tego typu obrazów. Jeśli to prawda, nie mówimy już o technologicznym niedopatrzeniu, ale o świadomej decyzji, której konsekwencje są druzgocące dla tysięcy kobiet. Sama firma xAI na razie milczy w tej sprawie. Jedyną oficjalną reakcją było usunięcie publicznej zakładki z mediami na koncie Groka w serwisie X oraz lakoniczne oświadczenie, że “każdy, kto używa Groka do tworzenia nielegalnych treści, poniesie takie same konsekwencje, jakby sam je przesyłał”. To trochę jakby producent noży oświadczył, że nie ponosi odpowiedzialności za to, co ktoś nimi zrobi. Wygodne, ale niewystarczające.

Dlaczego regulatorzy wydają się bezradni?

Problem z Grokiem stał się bolesną lekcją na temat ograniczeń w regulacji technologii. Podczas gdy politycy i urzędnicy z całego świata wydają ostre oświadczenia, ich realne możliwości działania są mocno ograniczone. Najbardziej konkretne kroki podjęła, co nie jest zaskoczeniem, Komisja Europejska. W czwartek nakazała xAI zabezpieczenie wszystkich dokumentów związanych z chatbotem Grok. To standardowa procedura, która często poprzedza formalne dochodzenie. Bruksela daje w ten sposób sygnał, że przygląda się sprawie bardzo uważnie.

W Wielkiej Brytanii tamtejszy regulator rynku medialnego, Ofcom, poinformował, że jest w kontakcie z xAI i “przeprowadzi szybką ocenę, aby ustalić, czy istnieją potencjalne problemy ze zgodnością, które uzasadniają dochodzenie”. Premier Keir Starmer nazwał zjawisko “haniebnym” i “obrzydliwym”, dając Ofcomowi pełne poparcie dla podjęcia działań. Podobnie w Australii, gdzie komisarz ds. e‑bezpieczeństwa, Julie Inman-Grant, poinformowała o podwojeniu liczby skarg związanych z Grokiem. Pomimo tego na razie powstrzymała się od konkretnych kroków, zapowiadając jedynie, że jej biuro “wykorzysta szereg narzędzi regulacyjnych do zbadania i podjęcia odpowiednich działań”. To dyplomatyczny język, który oznacza jedno: na razie czekamy.

Czy Indie zablokują narzędzie Muska?

Największe zagrożenie dla xAI i platformy X nadchodzi jednak z Indii. To tamtejszy regulator komunikacji, MeitY, po formalnej skardze jednego z parlamentarzystów, nakazał firmie X zajęcie się problemem i przedstawienie raportu z podjętych działań w ciągu 72 godzin (termin później przedłużono o 48 godzin). Raport wprawdzie został złożony 7 stycznia, ale nie wiadomo, czy jego treść zadowoli indyjskie władze. Jeśli nie, X może stracić w Indiach status tzw. bezpiecznej przystani (safe harbor). W praktyce oznacza to, że platforma stałaby się w pełni odpowiedzialna prawnie za treści publikowane przez użytkowników. Taki cios mógłby poważnie ograniczyć jej zdolność do działania na jednym z największych rynków cyfrowych na świecie. To być może jedyny język, który Elon Musk i jego firma naprawdę zrozumieją – język pieniędzy i utraty rynków. Cała reszta – oburzenie, moralne apele, publiczne potępienie – zdaje się na nim nie robić większego wrażenia.