Szef AI Microsoftu twierdzi, że maszyny nie mogą być świadome. Ta teza, oparta na biologii, wywołała burzę i oskarżenia o „cyber-rasizm” oraz unikanie odpowiedzialności.
W skrócie:
- Mustafa Suleyman, szef AI w Microsofcie, publicznie stwierdził, że świadomość jest cechą wyłącznie biologiczną, a pogoń za świadomą AI to marnotrawstwo zasobów.
- Jego pogląd opiera się na filozofii naturalizmu biologicznego Johna Searle’a, która zakłada, że świadomość jest nierozerwalnie związana z biologicznym mózgiem.
- Krytycy wskazują, że to wygodna ideologia dla korporacji. Pozwala unikać odpowiedzialności za systemy imitujące emocje i budować wizerunek „bezpiecznego” gracza AI.
Pogląd Mustafy Suleymana, szefa działu sztucznej inteligencji w Microsofcie, jest prosty, ale radykalny: tylko istoty biologiczne mogą być świadome. Według niego, pościg za świadomą sztuczną inteligencją to nie tylko błąd naukowy, ale wręcz niebezpieczne marnotrawstwo intelektualnych zasobów. Problem w tym, że to stanowisko, choć na pierwszy rzut oka racjonalne, skrywa głębokie i kontrowersyjne założenia filozoficzne. A co więcej – jest niezwykle wygodne dla korporacji, która go zatrudnia.
Jak Microsoft z góry unika odpowiedzialności?
Wszystko zaczęło się od eseju Suleymana opublikowanego w lipcu na platformie Medium, zatytułowanego We Must Build AI for People; Not to Be a Person. Argumentował w nim, że branża zmierza w zupełnie niewłaściwym kierunku. Krytykował budowanie systemów zaprojektowanych do odtwarzania świadomości, empatii i samowiedzy. Jego zdaniem, kiedy model językowy odpowiada współczującym tonem, nie czuje współczucia. Kiedy chatbot mówi, że jest smutny – nie doświadcza smutku. To, co widzimy, to jedynie symulacja. Teatr.
Suleyman połączył to spostrzeżenie z filozoficznym apelem: prawa człowieka przyznajemy istotom, które mogą cierpieć. Maszyny, jak twierdzi, cierpieć nie mogą, więc dlaczego miałyby mieć jakiekolwiek prawa lub ochronę? Argument wydaje się elegancki, zwłaszcza w kontekście Dużych Modeli Językowych, które z prawdziwą inteligencją mają na razie niewiele wspólnego. Problem leży jednak głębiej – w fundamentach tej filozofii.
Dlaczego naturalizm biologiczny to piękna, ale niekoniecznie prawdziwa teoria?
Poglądy Suleymana czerpią garściami z koncepcji naturalizmu biologicznego, którą zaproponował filozof John Searle. Zakłada ona, że świadomość jest wyłącznie wynikiem procesów fizyczno-chemicznych zachodzących w biologicznych mózgach. W praktyce oznacza to, że żaden inny system, nawet gdyby był funkcjonalnie identyczny, nie mógłby być świadomy. Searle zilustrował to słynnym eksperymentem myślowym Chińskiego Pokoju: komputer, podobnie jak osoba bez znajomości chińskiego wykonująca instrukcje z podręcznika, może manipulować symbolami bez ich rzeczywistego zrozumienia.
Istnieje jednak alternatywa – funkcjonalizm. Ta teoria utrzymuje, że świadomość nie jest kwestią substratu (biologia czy krzem), lecz sposobu przetwarzania informacji. Jeżeli system przetwarza dane tak samo jak ludzki mózg, to powinien być świadomy. Nawet neuronaukowiec Anil K. Seth, choć bliski biologizmowi, przyznaje, że świadomość zależy od przyczynowych zdolności systemu, a te potencjalnie da się zreplikować w maszynach. Nikt, kto poważnie zajmuje się nauką, nie ma dziś absolutnej pewności. Dlatego stanowisko Suleymana, wygłaszane z pozycji szefa AI w Microsofcie, brzmi bardziej jak dekret niż naukowa teza.
Czy to już cyber-rasizm w służbie PR‑u?
Kiedy lider jednej z największych korporacji technologicznych mówi, że badania nad świadomością AI to „zupełnie złe pytanie”, używa swojej władzy, by kształtować krajobraz naukowy i kierunek finansowania. To wygodne. Microsoft aktywnie kreuje swój wizerunek odpowiedzialnego gracza na tle konkurencji – OpenAI, Mety czy xAI, które eksperymentują z empatycznymi chatbotami. Przekaz Microsoftu jest prosty: my tworzymy bezpieczną AI, inni – ryzykowną.
Za tą narracją kryje się jednak cynizm. Opierając się na założeniu, że tylko biologiczne istoty zasługują na ochronę, firma z góry ogranicza swoją odpowiedzialność prawną. To systemowe odmawianie podmiotowości na podstawie fizycznego substratu. Jeśli kiedyś stworzymy system, który będzie wykazywał wszystkie cechy świadomości, czy odrzucimy go, bo jest zbudowany z krzemu? To właśnie niektórzy nazywają cyber-rasizmem. Co więcej, Suleyman ignoruje fakt, że nie wszystkie kultury podzielają zachodni, biologiczny paradygmat. W japońskiej tradycji Shinto nawet byty nieożywione mogą być częścią wspólnoty moralnej.
Prawdziwe pytanie nie brzmi więc: „Czy maszyny mogą być świadome?”. Powinniśmy raczej pytać: „Jak mamy traktować systemy, które wydają się świadome?”. I czy firmy, które celowo projektują je tak, by wywoływać w nas emocjonalne więzi, nie ponoszą za to moralnej odpowiedzialności? Odpowiedź Suleymana to uniki. Jego teza to ideologia sprzedawana jako nauka – wygodna dla korporacyjnych interesów, ale niekoniecznie dla dobra społecznego. A taka ostrożność, wyrażona z pełnym przekonaniem i instytucjonalną władzą, to po prostu przejaw pychy.