Co trzecia nowa strona WWW nosi ślady AI. Alarmujący raport Stanfordu i Internet Archive ujawnia, jak generatory treści ujednolicają i spłycają globalną sieć.
W skrócie:
- Badanie Stanfordu i Internet Archive wykazało, że już 35% nowych stron internetowych powstaje z udziałem AI, podczas gdy w 2022 roku odsetek ten był bliski zera.
- Treści generowane maszynowo są o 33% bardziej do siebie podobne, co prowadzi do unifikacji języka i stylu w sieci oraz spadku różnorodności.
- Analiza potwierdziła też, że teksty od AI są ponad dwukrotnie bardziej pozytywne, co może zakłamywać obraz rzeczywistości w tematach wymagających krytycznej oceny.
Jeśli miałeś ostatnio wrażenie, że internet stał się dziwnie powtarzalny, a wiele nowo odkrytych blogów czy stron firmowych brzmi, jakby pisała je ta sama, nieco zbyt entuzjastyczna osoba – to nie było złudzenie. To statystyka. Potężna koalicja badawcza, w skład której weszły Internet Archive, Uniwersytet Stanforda oraz Imperial College London, opublikowała analizę, która stawia twarde liczby za naszymi intuicjami. Przeanalizowano gigantyczny zbiór danych z serwisu Wayback Machine i sprawdzono, jak sztuczna inteligencja zmienia strukturę sieci. Wyniki są, delikatnie mówiąc, niepokojące.
Jak szybko AI zalewa internet?
Tempo jest zawrotne. Jeszcze w 2022 roku, tuż przed publiczną premierą ChatGPT, udział AI w tworzeniu stron internetowych był marginalny, praktycznie zerowy. Dziś, zaledwie kilka lat później, co trzecia nowa witryna nosi znamiona interwencji algorytmu. Około 35% nowych treści w sieci powstaje z mniejszym lub większym udziałem generatywnych modeli językowych. Po dekadach, w których sieć była chaotycznym, ale fascynującym zapisem ludzkich myśli, nagle pojawił się nowy, masowy współautor. Współautor, który nie jest człowiekiem.
Jonáš Doležal, jeden z badaczy ze Stanfordu, nazwał to tempo “oszałamiającym”. I trudno się z nim nie zgodzić. Mówimy o fundamentalnej zmianie w ekosystemie informacji, która zaszła w czasie krótszym niż jedna kadencja parlamentu. To rewolucja, która dzieje się na naszych oczach, choć jej skutki dopiero zaczynamy rozumieć.
Dlaczego sieć zaczyna mówić jednym, uśrednionym głosem?
Najważniejszy wniosek z raportu dotyczy różnorodności. A raczej jej gwałtownego spadku. Badacze potwierdzili, że strony generowane przez AI są do siebie semantycznie podobne o 33% bardziej niż te pisane w całości przez ludzi. Co to oznacza w praktyce? Internet zaczyna brzmieć jak jeden wielki, uśredniony i do bólu poprawny głos. Mniej w nim charakteru, mniej indywidualnego stylu, mniej błyskotliwych odchyleń od normy, które stanowią o sile ludzkiej ekspresji.
Modele językowe, trenowane na ogromnych zbiorach danych, uczą się uśredniać i naśladować dominujące wzorce. W rezultacie produkują treści, które są gładkie, przewidywalne i pozbawione unikalnego sznytu. Kiedyś wchodziło się na bloga, by poznać styl autora. Dziś coraz częściej trafiamy na syntetyczną papkę, która mogłaby wyjść spod klawiatury dowolnego chatbota. Homogenizacja treści to realne zagrożenie dla kreatywności i oryginalności w sieci.
Czy internet staje się krainą sztucznego optymizmu?
Drugi potwierdzony i równie niepokojący efekt to nadmierny, nienaturalny optymizm. Okazuje się, że treści tworzone przez AI są ponad dwukrotnie (dokładnie o 107%) bardziej pozytywne niż te pisane przez ludzi. Wszystko jest “exciting”, “amazing” i “transformative”. Każdy produkt to rewolucja, a każda usługa zmienia zasady gry. Tyle że prawdziwy świat rzadko bywa aż tak różowy.
Ta sztuczna pozytywność, jak zauważają badacze, może poważnie zniekształcać odbiór informacji. Zwłaszcza w tematach, które wymagają chłodnej, krytycznej analizy – od polityki, przez finanse, po zdrowie. Sieć, w której dominuje bezrefleksyjny entuzjazm, staje się mniej wiarygodnym źródłem wiedzy. Co ciekawe, wbrew powszechnym obawom, analiza nie wykazała, by strony tworzone przez AI były na ten moment bardziej podatne na szerzenie dezinformacji. To jednak marne pocieszenie w obliczu innych zagrożeń.
Czy to już początek “martwego internetu”?
Teoria “martwego internetu” (Dead Internet Theory) – koncepcja, według której większość treści w sieci jest już generowana przez boty, a ludzie stali się mniejszością – od lat krąży po forach dyskusyjnych. Autorzy raportu nie idą aż tak daleko w swoich wnioskach. Przyznają jednak, że sieć staje się coraz bardziej syntetyczna. Nie jest jeszcze “martwa”, ale z pewnością jest coraz bardziej algorytmiczna. Coraz mniej ludzka. I coraz bardziej przewidywalna.
Jeśli obecny trend się utrzyma, internet, jakiego znaliśmy – pełen dziwactw, niszowych pasji i autentycznych głosów – może stać się reliktem przeszłości. Zastąpi go gładka, zoptymalizowana i jednolita przestrzeń, w której trudno będzie odróżnić prawdę od marketingowej narracji, a człowieka od algorytmu. Chyba że nauczymy się korzystać z AI jako narzędzia, które wzmacnia ludzką kreatywność, zamiast ją bezmyślnie zastępować.