Akcje Adobe spadły o 30%, a inni giganci SaaS notują straty. Sztuczna inteligencja rewolucjonizuje rynek, a Photoshop może stać się zbędny dla nowego pokolenia.
W skrócie:
- Akcje Adobe spadły o ponad 30% w ciągu ostatnich 12 miesięcy, podczas gdy firmy oparte na AI, takie jak Nvidia i Microsoft, notują potężne wzrosty.
- Podobne spadki dotknęły innych gigantów SaaS, w tym Salesforce (-28,56% r/r), Asanę (-44,88% r/r) oraz Atlassian, którego akcje poleciały w dół o 53,37%.
- Adobe próbowało odpowiedzieć modelem AI Firefly, ale jego możliwości rozczarowują, a zablokowane przejęcie Figmy utrudniło firmie dotarcie do młodszych użytkowników.
Jeszcze kilka lat temu wydawało się, że Adobe jest nie do ruszenia. Photoshop był synonimem edycji zdjęć, Premiere – montażu wideo, a Creative Cloud – obowiązkowym abonamentem dla każdego, kto choćby ocierał się o pracę kreatywną. Tymczasem w ciągu ostatnich 12 miesięcy akcje Adobe spadły o ponad 30 proc. To sygnał, że fundamenty, na których zbudowano całe imperium kreatywnego oprogramowania, zaczynają pękać. W tym samym czasie firmy oparte na AI – Palantir, Nvidia, Google, Microsoft – notują wzrosty, jakich nie widzieliśmy od lat. Rynek wysyła jasny komunikat: sztuczna inteligencja nie jest dodatkiem do oprogramowania. Jest nowym modelem jego tworzenia.
Dlaczego Photoshop nagle przestał być nietykalny?
Przez lata przewaga Adobe była oczywista. Jeśli chciało się pracować profesjonalnie, to się płaciło. Nie dlatego, że nie było alternatywy – ale dlatego, że alternatywy nie były wystarczająco dobre. Photoshop był standardem branżowym, a jego złożoność i potężne możliwości cementowały pozycję firmy. Dziś ta logika przestaje działać. Microsoft, Google i OpenAI oferują narzędzia, które generują grafiki, poprawiają zdjęcia i montują wideo automatycznie. I robią to w czasie krótszym, niż potrzeba na uruchomienie Photoshopa. Potrzebujesz baneru? Grafiki do mediów społecznościowych? Copilot, Gemini czy ChatGPT zrobią to w kilka sekund, często za darmo lub za ułamek ceny Creative Cloud. Nic dziwnego, że analitycy Goldman Sachs obniżyli rekomendacje dla Adobe. Jeśli narzędzia AI będą dalej rozwijać się w takim tempie, Photoshop może stać się… opcjonalny.
Adobe oczywiście nie przespało rewolucji AI, przynajmniej w teorii. Firefly, ich własny model generatywny, miał być odpowiedzią na DALL‑E, Midjourney i Stable Diffusion. Miał być bezpieczny, etyczny, profesjonalny. Problem w tym, że nie jest wystarczająco dobry. Nie pomogła też próba przejęcia Figmy – ruch, który miał kupić Adobe czas i dostęp do młodszej bazy użytkowników. Regulacje antymonopolowe zablokowały transakcję, a Figma i Canva rozwijają się szybciej niż kiedykolwiek.
To nie tylko Adobe. Cały model SaaS drży w posadach
Spadki Adobe nie są wyjątkiem. W podobnej sytuacji znalazły się inne tuzy branży oprogramowania jako usługi. Spójrzmy na liczby – są brutalne:
- Salesforce: ‑28,56 proc. rok do roku
- Workday: ‑25,46 proc. rok do roku
- Asana: ‑44,88 proc. rok do roku
- Atlassian: ‑53,37 proc. rok do roku
Wszystkie te firmy łączy jedno: ich wartość opiera się na złożoności, którą AI zaczyna bezwzględnie automatyzować. Microsoft promuje koncepcję Agentic AI – systemów, które same wykonują zadania, analizują dane, generują dokumenty i prowadzą workflowy. Jeśli Copilot potrafi obsłużyć CRM, przygotować raport i zaplanować projekt, to po co płacić za osobne narzędzia? Wielkie korporacje z listy Fortune 500 już to testują i widzą jedno: oszczędności. A tam, gdzie pojawiają się oszczędności, tradycyjne SaaS‑y zaczynają tracić grunt pod nogami.
Młodzi nie mają sentymentu. A AI nie ma litości
Oczywiście, to nie koniec świata. Przynajmniej nie od razu. AI potrafi halucynować, a w korporacjach błędy kosztują miliony. Nie każdy może wysłać swoje dane do amerykańskiej chmury, a SAP nie dominuje dlatego, że jest piękny, ale dlatego, że jest przewidywalny. AI jeszcze nie jest gotowe, by zastąpić wszystko. Ale jest wystarczająco dobre, by zabrać część rynku. I tu dochodzimy do najważniejszego czynnika – ludzi. Dla osób, które zaczynały przygodę z grafiką 10 – 20 lat temu, Photoshop był świętością. Dla dzisiejszych nastolatków jest… zbędny. Jeśli sztuczna inteligencja potrafi wygenerować logo, baner czy layout strony, po co uczyć się narzędzia, które wymaga miesięcy praktyki? Profesjonaliści nie znikną, ale rynek masowy, który napędzał subskrypcje Adobe, może stopnieć szybciej, niż ktokolwiek się spodziewa. Adobe to gigant z ogromnymi zasobami, ale czas działa przeciwko niemu. Bo Microsoft, Google i OpenAI nie czekają. A użytkownicy – zwłaszcza ci młodsi – nie mają sentymentów.