Skip to content Skip to sidebar Skip to footer

AI miało być rewolucją. Zamiast tego pracownicy cierpią na “zmęczenie promptami”

Generatywna AI miała być rewolucją w produktywności. Zamiast tego pracownicy czują “zmęczenie promptami” – nowy rodzaj wypalenia, który realnie ich spowalnia.

W skrócie:

  • “Zmęczenie promptami” to drenaż poznawczy wynikający z ciągłej potrzeby tworzenia i udoskonalania poleceń dla AI, co zaburza naturalny rytm pracy i głębokiego myślenia.
  • Badania pokazują, że AI może spowalniać doświadczonych pracowników nawet o 19%, mimo ich subiektywnego poczucia, że pracują szybciej. Jest to szczególnie widoczne u programistów.
  • Eksperci ostrzegają, że nadmierne poleganie na AI osłabia więzi w zespole, hamuje rozwój kluczowych umiejętności analitycznych i może prowadzić do atrofii zdolności do współpracy.

Miało być tak pięknie. Sztuczna inteligencja miała nas odciążyć, zautomatyzować nudne zadania i uwolnić pokłady kreatywności. Firmy rzuciły się na narzędzia GenAI z entuzjazmem godnym gorączki złota, licząc na skokowy wzrost produktywności. Tymczasem z biur dobiega coraz głośniejszy pomruk frustracji. Pojawił się nowy, nieproszony gość – prompt fatigue, czyli “zmęczenie promptami”. To kuzyn pandemicznego “Zoom fatigue”, objawiający się drenażem poznawczym i poczuciem przytłoczenia. Zamiast ułatwiać, AI zaczyna męczyć. I to bardzo.

Od “znajdź i sklej” do “pytaj i poprawiaj”. Skąd ta frustracja?

Żeby zrozumieć źródło problemu, trzeba cofnąć się o krok. Leslie Joseph, główny analityk w Forrester, tłumaczy, że przez lata dominującym modelem pracy z informacją było to, co nazywa “znajdź i sklej”. Chciałeś się czegoś dowiedzieć? Wpisywałeś hasło w Google, zbierałeś linki, a następnie składałeś z nich spójną całość. Proste. Teraz, jak mówi Joseph, weszliśmy w erę “pytaj i poprawiaj”. Mamy do dyspozycji potężny model językowy, który potrafi zrobić to wszystko za nas. Problem w tym, że jest on jednocześnie genialny i kompletnie niewiarygodny.

“Teraz masz tę wszechpotężną AI, która wie o wiele więcej od ciebie, ale jest również zawodna” – wyjaśnia analityk. To zmusza nas do nieustannej walki z maszyną. Zmieniamy polecenia, drążymy temat z różnych stron, próbujemy przechytrzyć algorytm, żeby wreszcie dał nam to, o co prosimy. Ten proces – ciągłe iteracje i poprawki – wybija nas z rytmu i uniemożliwia wejście w stan głębokiej pracy, niezbędny do osiągania najlepszych wyników. Co prawda Joseph zaznacza, że frustracja ta była obserwowana głównie w badaniach dotyczących konkretnych zawodów (zwłaszcza programistów), ale trudno oprzeć się wrażeniu, że problem jest uniwersalny.

Jak AI, które miało pomagać, w rzeczywistości nas spowalnia?

Największym paradoksem “zmęczenia promptami” jest jego wpływ na produktywność – tę samą, którą miało podnosić. Aaron McEwan, wiceprezes w firmie Gartner, przywołuje badania, które rzucają na sprawę nowe światło. Okazuje się, że wpływ GenAI zależy od doświadczenia pracownika. “Młodsi pracownicy mogą odnieść znaczne korzyści, używając narzędzi AI do wsparcia swojej pracy. Natomiast w przypadku bardziej doświadczonych i starszych stażem pracowników – może to ich spowolnić i utrudnić zadanie” – twierdzi McEwan. Potwierdza to niewielkie badanie, w którym AI spowolniło pracę doświadczonych deweloperów o 19%, pomimo tego, że byli oni przekonani o swojej zwiększonej wydajności. A firmy? Cóż, często wdrażają AI bezrefleksyjnie, dla wszystkich, nie zważając na te niuanse.

Na dokładkę dochodzi ryzyko dla rozwoju kompetencji. Owszem, z AI można się wiele nauczyć, ale nadmierne poleganie na gotowych odpowiedziach upośledza zdolność do krytycznego myślenia. McEwan tłumaczy to z perspektywy kognitywistycznej: “Jeśli dochodzimy do odpowiedzi na skróty, bez krytycznego myślenia, możemy nie tworzyć bogatych połączeń neuronalnych, które prowadzą do głębszego uczenia się, wiedzy eksperckiej i mądrości”. To trochę jak z numerami telefonów – kiedyś każdy z nas znał ich kilkanaście na pamięć, dziś prawie nikt. Teraz ten sam mechanizm dotyka zdolności do formułowania myśli czy rozwiązywania problemów.

Koszt mniejszego myślenia: czy boty zabijają nasze więzi?

Konsekwencje sięgają jednak dalej niż tylko indywidualna produktywność i zdolności poznawcze. Julia Freeland Fisher z Clayton Christensen Institute ostrzega, że AI osłabia nasze “słabe więzi” w miejscu pracy. Chodzi o te kontakty z kolegami z innych działów, z którymi nie pracujemy na co dzień, ale którzy tworzą ekosystem firmy. “To znak rozpoznawczy rewolucji: ludzie zwracają się do botów po wygodę i natychmiastowy dostęp, których nie mogą im zaoferować koledzy” – mówi Fisher. Mniej rozmów przy ekspresie do kawy, mniej szybkich pytań na Slacku. Co tracimy? Po pierwsze, dostęp do informacji i kapitału społecznego, który krąży w firmowych sieciach. Po drugie, jak ostrzega badaczka, “prowadzi to do atrofii naszej zdolności do łączenia się, współpracy i pracy w zespołach, ponieważ przyzwyczajamy się do relacji z botem, która jest bezproblemowa i zaspokaja wszystkie nasze potrzeby”.

Na dłuższą metę taka izolacja dławi innowacyjność, która często rodzi się na styku różnych zespołów i perspektyw. Firmy stają przed klasycznym dylematem innowatora: krótkoterminowe korzyści z wydajności przesłaniają długoterminowe koszty związane z erozją talentów i kultury organizacyjnej. Zamiast więc domyślnie sięgać po narzędzia promujące izolację, warto szukać tych, które projektowano z myślą o wspieraniu ludzkich połączeń. Bo jak zauważa Kirill Perevozchikov, CEO agencji White Label PR, w erze GenAI spotkania twarzą w twarz stają się ważniejsze niż kiedykolwiek. Trzeba pokazać, że za mailami wciąż stoi prawdziwy człowiek, z którym można “wypić piwo”. I tego żaden bot, przynajmniej na razie, nie zastąpi.